AGATA [’] [’] [’]
26 lat, tylko tyle. Trudno uwierzyć.. Niech spoczywa w pokoju.
Mam białaczkę także i moja znajoma też. Ona ma taką samą, rzadką grupę krwi, co Agata… Walczymy w cieniu, ciszy, każda z nas ma z różnych powodów trudną sytuację materialną, musimy ciężko pracować, że by zarobić na życie. Nie, nie na ratunek życia, bo nas nie stać na ekstra kuracje i obie nie posuniemy się o apele, by inni nam pomogli, ale na prozaiczne jedzenie, często nawet na to w pełni nie starcza. To nie jest skarga! Taki jest świat, nie buntuję się! Jeszcze gram!
Co roku w Polsce przybywa 10 tysięcy chorych na białaczkę, co roku! Dawców szpiku jest najmniej w Polsce… a przecież często przeszczepy ratują! Akcje są, wystarczy się rozejrzeć, można komuś podarować ŻYCIE!


on czerwiec 4th, 2008 at 19:41
Witaj,
Walczę z chorobą od dwóch lat. Uciekłem grabarzowi spod łopaty mając 30% szans na reemisję (ustąpienie objawów). To traumatyczne przeżycie, trochę się wycierpiałem…:)))
Ta przewlekła choroba przebiega w dwóch wymiarach fizycznym i duchowym. Potrafi skaleczyć duszę , złamać charakter ale i zabrać siły do dalszej walki. Wiem jak trudno jest nie załamać się, nie zniechęcić nie machnąć na wszystko ręką i powiedzieć niech się dzieje, co chce….
Dzisiejsza śmierć Agaty jak wiedzę ciebie też „trzepnęła”, musiałaś napisać tych parę słów.
Tak… większość chorych walczy samotnie nie ma grona wiernych kibiców gotowych na każdy apel oddać chorej osobie swojej krwi.
Dopiero zacząłem czytać Twój blog, promienieje z niego radość, a każdy z nas tej radości w trudnych chwilach potrzebuje. Dziękuję, będę tu wracał,
Trzymaj się…:)
Marek
on czerwiec 4th, 2008 at 21:03
Walczę od trzech lat, nie dawano mi żadnych szans. Nie należę jednak do tych, których łatwo wystraszyć, nie boję się śmierci, boję się podłej jakości życia, wegetacji… więc się spieszę TERAZ póki to TERAZ trwa…
Nawzajem! Nie wolno, nie warto się poddawać!
Nawet odchodzą tacy jak Ona.
on czerwiec 4th, 2008 at 21:55
Widzisz, szybko wróciłem….:))
Ja też się JEJ nie boję, już nie…. Obawiam się jedynie preludium, jakie ją poprzedza.
A może tylko strach ma zbyt wielkie oczy…?
Na początku tego roku przeżyłem załamanie nerwowe, potrzebowałem psychologa żeby się pozbierać.
Dzisiaj po śmierci Agaty nie mogę sobie znaleźć miejsca. Jakby umarł we mnie jakiś symbol, jakiś wzór ( może nie powinienem Ci o tym pisać..???)… Jest mi cholernie smutno…
W tej chorobie w zasadzie wszyscy jesteśmy równi, jak widać na licznych przykładach nie można się wykupić pieniędzmi. Tak wszyscy za nimi (pieniędzmi) gonimy gubiąc w życiu to, co najważniejsze, a kiedy to „coś” podstawi nam nogę jest już przeważnie za późno na naprawianie błędów.
Marek
on czerwiec 4th, 2008 at 22:03
Ja mam cholerny charakter, psychologa wysłałam na drzewo, owszem zachowałam się po chamsku, ale niewidzę, kiedy ktoś próbuje grzebać w mojej duszy - moja ona i wara!
Ja musze, niestety muszę walczyć o kasę, zeby nie zdechnąć prozaicznie z głogu! Takie mamy państwo, że ktoś naprawde chory, bo tego IV stopnia choroby sobie sama nie wymyśliłam, dostaje w ZUSie odpowiedź, że nic mu się nie należy…
Ona umarła i to jest cios, ale przecież my żyjemy!!! To właśnie podnosi mnie każdego ranka… jestem, JA, tu i teraz!
on czerwiec 4th, 2008 at 22:22
Tak żyjemy, przeżyliśmy kolejny dzień. Piękny, chociaż smutny dzień.
Niektórzy odchodzą w blasku słońca…:)))
Zdumiewa mnie, dlaczego nie przyznano Ci renty? Mizerne to pieniądze, ale zawsze jakieś…
Ja się zawziąłem (nie chciałem iść na rentę) i jedynie po kolejnych chemiach brałem parę dni urlopu żeby dojść do siebie. Wyłączając czas spędzony w szpitalu.
Psychologa nie mogłem pogonić, bo sam do niego trafiłem w stanie totalnej depresji.
Płace za każdą wizytę, więc chyba bez sensu byłoby powtórzenie Twojego z nimi „doświadczenia „….;))
Jest coś takiego jak program „Simontona” ( z zakresu psychoonkologii), czy słyszałaś coś o nim? Jeżeli nie to mogę Ci napisać. W warstwie leczniczej mi pewnie nie pomoże ( jestem zbyt dużym sceptykiem) ale dostrzegam poprawę w warstwie duchowej.
Serdeczności.
Marek
on czerwiec 5th, 2008 at 00:16
U mnie choroba jest gdzieś w tle, mój podstawowy problem, że nie mam pracy i przez to czuję się jak śmieć wywalony przez społeczeństwo, zabija mnie naprawdę.
O tym programie nie słyszałam, pogugluję i poczytam. Dzięki
on czerwiec 5th, 2008 at 10:24
Powinnaś jednak postarać się o orzeczenie niepełnosprawności w zespole do spraw orzekania o niepełnosprawności, mogłoby to ułatwić Ci znalezienie pracy. Ambicje ambicjami, ale pomoc Ci przysługuje.
Proszenie o nią nie jest wstydem, ani ujmą.
on czerwiec 5th, 2008 at 10:30
Jesteście ponad wszystkim co Nas otacza, ponad wszelkimi podziałami,podziwiam takie charaktery u ludzi cierpiących i chorych na te wszystkie choroby ,które są nie uleczalne.Nie jestem pewna czy mogłabym być taka dzielna?Ani moje życzenia, ani moje sympatie nic nie pomogą ale proszę mi wierzyć, często płaczę że ten „SWIAT” jest niesprawiedliwy,mogę tylko płakać nad losem wszystkich chorych to nic nie pomoże, wiem ale w tej bezradności tylko to mnie uspokaja.Życzę Wam kochani pogody ducha i życia bez cierpień.Jeśli kiedyś wygram w TOTO lotka to podzielę się z Wami.
on czerwiec 5th, 2008 at 15:22
Staranniej zapoznałem się dzisiaj z Twoim blogiem i mam odmienne niż wczoraj zdanie.
Praca powoli staje się obsesją, celem usprawiedliwiającym sens istnienia, a tak nie jest.
Też kiedyś borykałem się z trudnościami finansowymi, minęły.
Nie jestem z Torunia, wiec nie jestem Ci w stanie bezpośrednio pomóc w załatwieniu zatrudnienia. Nie wiem nawet, co potrafisz robić, jakie masz wykształcenie, w jakim charakterze chciałabyś pracować. Masz mój email, jeżeli chcesz to prześlij mi te informacje, może nasunie mi to jakiś pomysł.
A i jeszcze jedno…, napisałaś coś bardzo niemądrego:
„(..)Nie jestem jednak słynną siatkarką, jestem dosłownie nikim i nie mogę na niczyją pomoc liczyć. Nie ma w tym nijakiej goryczy, po prostu tak być musi. W dodatku najwyraźniej nie mam smykałki do biznesu a i pracy zdobyć nie mogę. Toteż czasem ogarnia mnie lęk - nie, nie przed śmiercią, tylko powolną wegetacją i czekaniem na nią…”
Nie jesteś „nikim”, jesteś ważną cząstką tego świata, nieprawdaż??!! Nie wolno tak o sobie myśleć. Pomimo że napisałaś „U mnie choroba jest gdzieś w tle..” to nie koresponduje z wcześniejszymi deklaracjami. Nie czekaj na to „nieuniknione” bo i tak nie nadejdzie… wiec, po co marnować czas..;))
I jeszcze jedno: „• Cudzoziemka napisał(a), on sierpień 24th, 2007 at 19:18
„.. Człowiek inteligentny jest zawsze interesujący nawet dla siebie samego. Tylko idioci się nudzą i z tego popadają w depresje. Tylko idioci nie znają samych siebie i nie ”
Pozwolę sobie mieć zdanie odrębne. Tym bardziej, że w wielu miejscach na Twojej stronie można dostrzec elementy zaawansowanej depresji. Nie, to nie jest tak, mi się też wydawało że mam betonową psychikę. Depresja nie wynika z nudów. Wynika z takiej ilości stresu, który potrafi przełamać naturalne mechanizmy obronne.
PS. Zarówno ZUS jak i „opieka społeczna” nie są organizacjami rozdającymi beneficjentom łaski. Oddają nam tylko pieniądze, które uprzednio zabrali. Zatem korzystanie z opieki nie jest poniżające, nie ubliża ani nie zabiera godności - serio.
Serdeczności
Marek
—
Elizo - nie nie jesteśmy ponadto, nie jesteśmy osobami wyjątkowymi. Jesteśmy normalnymi ludźmi którzy chcą normalnie żyć.
Życzę Ci wygranej w totka, masz dobre serce będziesz wiedziała co dobrego zrobić z pieniędzmi.
on czerwiec 5th, 2008 at 19:42
Elzo, nie czuje nikim innym niż sobą, dla siebie jestem ważna i to jest jedeny poczucie ważności jakie mam.
Marku, depresja mówisz? Nie sądzę. Mam zmienne nastroje, to normalne. Czasem coś mi potężnie dokopie, albo hormony szarpią i łatwo o denny nastrój, jednak najgorzej kiedy nadciągają rachunki.
Zabocku, mam stopień niepełnosprawności znacznej, a jest dla mnie praca fizyczna tylko… Jestem filologiem rosyjskim, artystą plastykiem i muzykiem. Moja znajoma ma podobne wykształcenie a może nawet lepsze i też walczy o byt, dosłownie.
To jest źródłem masy upokorzeń, nie da się tego opisać, wytłumaczyć dlatego trzymamy się razem.
on czerwiec 5th, 2008 at 20:31
„Nie wiem nawet, co potrafisz robić, jakie masz wykształcenie, w jakim charakterze chciałabyś pracować.” - No to już trochę wiem…
Próbowałaś w wydawnictwach? W tej chwili w tej branży większość pracowników to ludzie którzy współpracują, a to stwarza możliwość „zdalnej” pracy. Korepetycje, w W-wie da się z tego wyżyć. Prześlij mi swoje CV na email, mamy 20 zakładów w Polsce, znam szefową kadr mogę z nią pogadać. Nic nie obiecuję ale dlaczego nie spróbować…
on czerwiec 6th, 2008 at 10:16
Próbowałam w wydawnictwach, próbowałam znaleźć telepracę. W przyszłym tygodniu dostanę odpowiedź z Francji, są podobno poważne szanse, praca w moim zawodzie… Mam piekielny charakter bo zawsze mnie krępuje jak ktoś chce pomóc, ale wdzięczna umiem być! Dziękuję serdecznie! Skontaktuję się.
Owszem muszę nad sobą pracować, praca stała się obsesją… nie chcę być obsesji niewolnikiem!