„Nie” dla smutku!
Dziś miałam pełne ręce roboty, no może nie dokładnie ręce, z koleżanką którą dopadła załamka z powodów sercowych. Nie żeby zawał czy takie coś, ale niewierny i taki owaki, hmmmm… Nigdy w zyciu nie popadałam w smutki z powodu facetów; oni nie zasługują na to! Co nie znaczy, że cały ród męski traktuję z góry, o nie. Tylko zwyczajnie szkoda życia marnować przez jednego, który nas nie docenił, cały świat się składa w połowie z facetów! Nie ma więc powodów do rozpaczy…
Ruszyłam energiczniej - o ile to możliwe, bo przecież szaleńczo działam? - szukać roboty. Gotówki chronicznie brak a nawet rozpaczliwie. Piękna pora roku, która kwitnie jak dzika, rekompensuje mi te różne głupie braki. Uszyłam sobie spódnicę, już dziewczyny mnie zaczepiały skąd mam.
Cholercia, u mnie w domu funkcjonowało porzekadło: siedem talentów i ósma bieda. Czy to musi mnie dotyczyć?!
Spieszyć się, bo tak szybko odchodzę
Dziś rano, a właściwie w nocy miałam długą rozmowę ze specialistą… Chciałam wiedzieć ile mam czasu, tak mniej - więcej ile. Okazuje się, że nie ma go „wiecej”, więc muszę się spieszyć! Wszystko po to, żeby odejść godnie i nie narobić bliskim kłopotów. Nawet to jest tutaj problemem, więc tym bardziej, póki czuję się dobrze, muszę wyjechać, pracować…
Jest jakaś szansa ale dla bogatych, oni mogą sobie nawet kupić kawałek życia, jak ja bułkę, ale nie zazdroszczę, taki jest świat, taki był zawsze.
Nic się nie zmieni, będę pracować, będę się uczyć jak gdyby nigdy nic…
Zmiany nadciągają
Pomału najpierw, a potem coraz szybciej. To „potem” jest już. Zmęczenie mnie dopadło, zwyczajnie za dużo wszystkiego. Wyjazd wydaje się znacznie łatwiejszy. Jak zwykle objawiła się druga propozycja, która oznacza powrót za wschodnią granicę, to nic, że w innej roli, z innym paszportem. Mam lęk przed tym krajem. Straszy mnie w rzadkich na szczęście, koszmarach sennych. Nie, tą drogą nie pójdę!
Więc dalej, znacznie dalej w strony tak egzotyczne, że chyba będzie trzeba się trochę nauczyć przed wyjazdem? Póki co pracuję bez tchu, bo przecież nawet za najpiękniejsze „poproszę” biletów nie sprzedają, a na miejscu też jakiś czas przeżyć mus własnym sumptem. Na szczęście należę do tych, którzy wszędzie się czują jak u siebie.
Tu nie ma miejsca dla mnie, chyba los wiecznej cudzoziemki mi jest sądzony…
MAJÓWKA
Już za monent przyjadą po mnie znajomi i ruszymy za miasto, na łono natury. Z gitarami, saksofonem, skrzypcami i harmonią. Sami wariaci spragnieni wspólnego śpiewania i muzykowania.
Jedziemy w znane nam miejsce, w okolicy dobra dusza mieszka i zaprasza na obiad. Takich spotkań nam, zapracowanym po cebulki włosowe, brakuje przebardzo!
Dzień zapowiada się piękny, mamy wszystko co trzeba: siebie, nastrój… (i całkowity brak napojów procentowych, dodam, że na moją prośbę…)
MAJOWA JUTRZENKO!
Piękny jest świat! Rozkwitły sady, zielono jest!
Zawsze to święto jest dla mnie radosne. Było i jest tak, że spotykam się z ludźmi, żeby razem pośpiewać, cieszyć się razem tym Majowym świętem.
3 MAJ jest szczególny, ale mało kto zdaje sobie sprawę. Dla wielu moich znajomych to po prostu dzień wolny, okazja do picia jak każda inna…
Musiałam dziś przejść przez miasto: mało flag… choć dziś jest przecież Dzień Flagi. W wielu miejscach wiszą dziwne brudne szmaty - jak można tak!!!
Polacy mają wiele powodów do dumy, tego powinno się ich uczyć, bo najwidoczniej nie znają własnej historii, nie wiedzą z czego tak naprawdę ich duma może wypływać.
Najpiękniejszego maja!

