Zakochana!
Byłam dziś na małym spotkanku, wracałam sobie sama pieszo z poczuciem bezgranicznego szczęścia! Nieliczni przechodnie gapili się na moja rozradowaną gębę mokrą od deszczu. Oni pewnie są wynawcami przekonania, że nie ma się z czego cieszyć, skoro pada deszcz, wieje wiatr…
Podobnie moi znajomi. Czułam się głupio wobec ich narzekań, lamentów, problemów… Może to nie ładnie, ale wydały mi się wszystkie takie idiotyczne, takie małe… w dodatku oni jakby nie umieli się cieszyć tym co mają, co trzymają w garści! Zupełnie wedle przysłowia: lepszy wróbel w garści, niż kanarek na dachu. Czy wróbel jest gorszy, jeśli jest nasz???
Też mam problemy, czasem się wydaje, ze narzekam, ale to chwila, potem znów przywdziewam rękawice bokserskie i śmieję się!
Wracałam więc szczęśliwa, że mam siebie samą: wariatkę, która się umie cieszyć wszystkim! Umie przeskakiwać przez kałuże i przez inne drobnostki! Kocham siebie! I resztę ludzi też!
)))


on kwiecień 30th, 2008 at 20:48
No no ..Narcyzem być i więcej nie chcę nic ? A już myślalem że to Amor trafil …milość własna dobra żecz byle nie na zawsze..
on maj 3rd, 2008 at 10:23
Już chyba kiedyś to było? Żeby kochać innych, trzeba NAJPIERW kochać i akceptować SIEBIE.
Z amorem chyba nie lubimy się, mi się nie spieszy…
on maj 3rd, 2008 at 11:16
Faktycznie to chyba bis czyli samobuj sklerozy…amor trafi trafi spoko …bez tego przykro i mikro…adrenalina kwśnieje i nic się nie dzieje…