Marsz na bal!
Bez dni świątecznych, cóż życie warte? Idę na bal, spotkam znajomych, wytańczę się, naśmieję. Taka wesoła kolorowa kropka nad „i” - na łańcuchem wielu szarych dni.
Cieszę się, ostatnio mam zmartwienia, pracy nie ma i więcej nie mogę tracić kasy na podróże po całym mieście i dalej. Narzekać? Przecież to nudziarstwo! Pracuję, rozważając wyjazd z tego kraju coraz poważniej… Gdybym nie była taka uparta, już jakiś czas byłabym w milszym klimacie. Praca jest ważna ale jej owoce w postaci zapłaty także, nędzna zapłata to upodlenie pewnego rodzaju. Toteż na jeden wieczór uciekam od myśli, że jestem zerem, które nie umie zarobić na własne utrzymanie.


on luty 4th, 2008 at 19:55
witam…bal udany ?…jutro fin karnawału …nie zdążę za chiny pójść w ślady …szare płótno dni najlepiej malować tęczowymi barwami świetowania zabawą i humorem …
on luty 7th, 2008 at 13:13
Tak, potrzebujemy świąt i mają one sens. Dziś bal, zabawa, jutro pogrzeb