A może tak? Inaczej?
Wizja smętnej choinki nie daje mi spokoju… A może zmienić tę wątpliwą dekorację? Oddać kawałek miasta artystom? Postawić warunek: ekologicznie ma być, recykling, wizja i Sztuka? I tanio! Żadnych ekspensów ponad stan!
To miasto jest drętwe, nawet Juvenalia tego nie zmieniają, aż się prosi coś zrobić, coś dynamicznego, pełnego energii, życia! Artystów nie widać prawie wcale, a jeśli to wystawy z namaszczeniem i po bożemu nudne - nudne w sensie organizacji, bo są i ciekawe artystycznie, mus przyznać. Natomiast brak mi młodego zaczynu, fermentu, buntu! Czy te stare gotyki tak płoszą?
Już mam wizję instalacji u wylotu, czy też jak kto woli wlotu, Szerokiej, pod nosem szacownego Kanonika:
Wielka brama w kształcie baby objuczonej reklamówkami… przejście, między jej nogami, bo to naprawdę Baba-Brama do miasta. Wyrób zrecyklingowany oczywiście.
Pomarzyć można?
Zabiją drzewo!
Znów, jak co roku w Toruniu stanie choinka, żywa, ekologiczna. Jak co roku będzie brzydka, lekko przekrzywiona, ubrana w światełka i nic ponadto, po paru dniach będzie wyglądać jak mocno zeszłoroczna. Bardzo wątpliwej urody dekoracja miasta. I po to ginie z lasu piękne, dorodne, wieloletnie drzewo?! Choć jestem zwolennikiem wszystkiego co naturalne, to jednak w tym wypadku optuję za sztucznotą „plastyczaną”: drzewkiem na parę lat! Z odpowiednią oprawą i dekoracjami.
W domu, czemu nie można mieć też kawałek lasu, zapach i nastrój - parę gałązek wystarczy, żeby mieć podłaźniczkę. Tylko kto wie, co to znaczy…
W zaprzęgu
Najtrudniej udawać, że nie ma zimy, że nie jest szaro, że nie jest zimno. Praca pożera czas i tak jest dobrze, mam nadzieję ocknę się wiosną i to zauważę. Póki co, codzienny poranny trening z siły woli - bieg na przełaj przez wyliniały lasek-nie lasek i praca, praca do następnego rana.
Nie jest łatwo, ale kto by narzekał?! To tylko pogorszy sprawę. Wszystko drożeje, ale jak trudno jest zarobić - ciągle ten sam problem. Nie mogę się załamać, nie mogę! Tak jak nie pozwalam sobie pożyczać - żadnych długów!!! Może to i nie jest dobrze, że nie przyjmuję pomocy, mniej zmartwień typu, kiedy oddam…
Coś ciężko ostatnio, zaprzeg idzie ostro pod górkę, na wozie duuużo a tylko jeden osioł ciągnie - JA!
Jeszcze trudniej!
Zaprzęgłam się do teamu, z koleżanką. W zasadzie pomagamy sobie wzajemnie, uzupełniamy się. Nie jest to łatwe dla mnie, bo jestem typem samotnika, szczególnie kiedy pracuję. Ano zobaczymy… To swoisty eksperyment.
Przykręciłam sobie śrubę, uczę się więcej, bez języków już nie można egzystować a z nimi otwiera się świat na ludzi na całym świecie, masa możliwości. Uczę się więc kolejnych, ludzie z netu mi pomagaja i to jest wprost niesamowite! Zaczęłam też pisać coś zupełnie nowego, zbieram materiały, grzebię w prawdziwych bibiotekach nie tylko wirtualnych.
Z tego wszystkiego najtrudniej zarabiać żywy grosz, czasem wpędza mnie to w sporą frustację… Nie mam talentu do marketingu i jakoś tego nie mogę się nauczyć?!
Diabeł uczy się u Prady
Mój ośli upór wreszcie dał rezultaty - zostanę uczennicą Mistrza! Oznacza to mniej czasu, więcej pracy, więcej wydatków na które mus zarobić.
Zarobić… to jest dopiero zgryzota! Ze skóry wyskakuję, żeby zarabiać, haruję dzień i noc i jest ciężko… Może za wiele frontów, może powinnam się skoncentrować na jednej dziedzinie a nie łapać tyle srok za ogony?!
Ośli żywot, jak przed paroma żłobami - obym tylko nie zdechła z rozterki co lepsze!
Mam problem? Biegam!
Najlepiej rozwiązuje mi się problemy, kiedy biegam. Wczoraj 6km, dziś tylko 4km, bo znalazłam wyjście. Dosłownie znalazłam. Podczas biegu myśli też biegną swoją ścieżką, znajdują nowe. Brzozy też pomagają, ich dobroczynne promieniowanie czuję, kiedy dotykam ich chropawych pni.
Pracuję za dużo, czasem to wyczerpuje do dna, ale bieg to coś innego, to rozruch całego ciała do dawka tlenu i odnowa. Rezultaty są widoczne natychmiast i wszelkie szare jesienne smutki odlatują jak spóźnione gęsi. A zresztą, niedługo znowu będzie wiosna!
Z powodu fali przeziębień jestem nieco odcięta od świata, od ludzi dokładnie, daleko mi jednak do nudy - zwyczajnie nie ma czasu! Uczę się, pracuję, uczę się i pracuję … Taki krąg. Tyle jeszcze do przeżycia, do zrobienia!
Witaj dniu!
Witaj, choć spory kęs już za mną. Praca na własny rachunek ma wymagania, jest zaborcza i żąda masy czasu i uwagi. Póko co, żyje się od terminu opłat do następnego, często ze stresem, czy da się radę. Żadnych ekstra wydatków a i te najkonieczniejsze ograniczone wprost do minimum, nawet poniżej. Na jednym nie mogę oszczędzać, na dobrej żywności, bo nie mam zamiaru wracać do szpitala, bronię się jak mogę.
To walka nie na jednym froncie, nie zawsze są sukcesy, ale to właśnie porażki uczą mnie najbardziej. Próbowałam ogarnąć rozumem, jak to jest z eurodotacjami, niestety chyba chyba dysponuję złym narzędziem poznawczym… a odpowiedni urzędnicy nie rozjaśnili mroków niezrozumienia.
Na listonosza czekam, leci do mnie umowa, którą chyba podpiszę, wyjadę jak wielu znajomych? Nie wiem, spodobała mi się niezależność, swoboda i jedoosobowe decydowanie o wszystkim. To pasuje do mojego charakteru, niewydarzonego i kolczastego. Decyzje, wybory, to zawsze to jest losowanie, może się zdać na ślepy los? Takie ludzkie oczekiwanie cudu mnie się ima, myślę twardo, może brutalnie: nie zrobisz sama, mieć nie będziesz!
Wtulona w ciepło
Już chłód daje się we znaki, już para bucha z końskich grzbietów, otacza mgłą… Łąki zaszronione, śliskie, ale grają rytmem kopyt, odpowiadają echem rżącym.
Hej! Hej! Jak jest pięknie! Jak bardzo? Wie ten, kto kto wstał ciemnym porankiem i pojechał na spotkanie z rumakami. Wschód słońca, zimny podmuch, łyk ciepłej herbaty - to wszystko smakuje jak życie!
Wracałam wtulona w ciepły kaptur, a niosła mnie niezwykła energia! To stąd mam pomysły, to stąd moja siła i upór!
Teraz znów będę ciągnąć swój wozek - wio! Aż na koniec świata i dalej, dalej, bo świata nie starczy!
Dziady, czy my?
Czy tak naprawdę przywołujemy Ich, czy siebie z tamtych zaprzeszłych czasów? Czy to Ich oczekujemy wołając w te noce, paląc lampki, i chyląc się z kwiatami? Czy gestami nabożnymi modlimy się za Nich, czy odpędzamy Ostateczność od siebie samych?
Jak wielka mądrość uczyniła nam te dni: stajemy sami, pokorni wobec tajemnicy. Ale nie bezradni! Póki tchu - możemy tak wiele - wiele zmienić, naprawić…
Póki mamy w ręku nasz czas…

