Nawet nie pisnę
Pracuję i to ciężko, ale do efektów finansowych, powiedzmy zadawalających daleko jak stąd do Kamczatki. Nie, wcale nie mam na myśli niczego super, ale nadal jest ciężko i dwoję się troję. Jasne, że ciągle szukam jakiegoś zajęcia dodatkowego i właśnie zapikalo jakąś nadzieją…
Talentów biznesowych to ja nie mam, choć reguły rozumiem doskonale. Zrobić coś dobrze, zrobić idealnie, to tak. Sprzedać? Uuu… to już o wiele gorzej. Ciężko stawiam każdy krok, ale obawa przed jutrem ostro mnie pogania. Mam zlecenia, zamówienia, czasem więcej niż mogę zrobić, ale zarobki niskie. Za mało się cenię? Może faktycznie jestem za ostrożna, a obawa przed ucieczką klientów mnie dławi. Co to kryć, wolałabym pracować sobie, sprawy sprzedaży oddając w zdolniejsze ręce, ale skad je brać?!
Więc już nie pisnę ani słowka, wracam do roboty śpiewając sobie - nie sąsiadce! Ten epizod ma ciąg dalszy, dziś zepchnęła mnie ze schodów, leciałam ułamek sekund twarzą w dół. Następnym razem co będzie…?


on październik 21st, 2007 at 09:24
To się często spotyka, ludzie swoje złości wywalają na innych, ale ja się czuję w takich sytuacjach bezradna: kiedy propozycja spokojnej rozmowy i zawarcia porozumienia spotyka się z agresją i wręcz fizycznym atakiem. Nie poniżę się do tego samego! Nie potraktuję kobiety karate, nie mam życzenia nawet jej dotykać.Jeszcze dużo czasu upłynie zamim mi się uda mieć własny kąt, a co dopiero dom - mogę nawet nie doczekać.
on październik 21st, 2007 at 20:27
A niech weźmie wszystkich takich - dużo tego jest co leczy sobie kompleksy naszym kosztem!