Wysoki ton i awantura
Będzie koncert poświęcony Niemenowi i Grechucie - dwum Nieobecnym. Przed koncertem muszę trochę poćwiczyć, to normalne. Gram więc i śpiewam, jak to bloku unikam forte, ale nie mogę śpiewać szeptem!
Godzina 12:30 - nie, nie po północy. Dzwonek do drzwi. Zanim sie uniosłam by otworzyć, następny i następny.
Za drzwiami wściekła - przepraszam za wyrażenie, ale dokładnie oddaje stan realy - morda sąsiadki, wykrzywiona nie do poznania.
- Wydzierasz się od rana! - wrzeszczy aż mi świdruje w uszach.
- Dzień dobry - mówię do niej grzecznie - nie rozumiem?
- To nie ty? - ryczy dalej.
- Nie, nie ja, ja z panią nie jestem na ty - odpowiadam nadal grzecznie.
- Nie mądrzyj się, zamknij się, bo zawołam policję! - wywrzaskuje swoje.
- Dziękuję, sama to zrobię, proszę się odsunąć - mówię, odpycham ją lekko i zamykam drzwi.
Dzwonić przestała po pięciu minutach…
Dlaczego jest w niej tyle agresji? Tyle chęci dołożenia komuś, w tym wypadku mnie? Nie hałasuję na co dzień, nie grałam od wielu miesięcy, owszem lubię śpiewać przy pracy, ale do licha! w dzień, nie w nocy i nie bez przerwy! Głos mam szkolony, nikt nigdy nie uciekał na jego dźwięk, więc?
Taki dysonans, bywa nawet w najlepszej orkiestrze, ale przypadkiem. Ludzie, po co tyle agresji???


on październik 18th, 2007 at 21:45
Człowiek-orkiestra, czasem dosłownie, ale ciągle się uczę, jeszcze droga daleka, mam nadzieję do końca życia a potem… jak się da to jeszcze też!
W necie mam cyber-friend’a: ma 76 lat i uczy się budować strony www. To fantastyczne!
A tak wogóle to nie mam ambicji wygórowanych, chcę być tylko sobą.