Jesienny taniec
Dziś rano chemia, potem długi, jesienny spacer w deszczu wirujących liści, które już hurtem opadają. Czas refleksji, nad tym ile mam czasu jeszcze… ile radości zdążę złapać…
Nie nie ma w tym strachu ani obawy, to zwykła rzecz, każdy przeminie, tylko pytanie kiedy. Dziś to temat tabu. Śmierć zaczyna być traktowana bardziej wstydliwie, niż jeszcze wczoraj seks. To wcale nie pomaga współczesnemu człowiekowi, wręcz przeciwnie, jak każde zakłamamie, szkodzi.
Kiedyś ludzie przygotowywali się do niej i to starannie. Dziś udajemy, że jesteśmy nieśmiertelni. Byłam niedawno na pogrzebie, starsza mocno krewna była przygotowana, miała gotową „śmietelną” koszulę, wydała polecenia jak ma cała ceremonia wyglądać. Wieś przyszła do chałupy pożegnać gospodynię i z tej chałupy na cmentarz ją wyniesiono - pieszo, jakieś trzy kilometry ją nieśli.
A noc wcześniej czuwali przy niej, wspominkom nie było końca. Tyle tylko zostaje: pamięć. I liście jesienne, które zasypują mogiły.
Giełda minerałów
Oczywiście dowiedziałam się przypadkiem, że jest w Toruniu ta giełda, dokładnie, kiedy udałam się do bielańskiego lasku (nazwa dość szumna, a lasek nędznieje z każdym rokiem…), żeby pobiegać trochę.
Tworzę między innymi biżuterię, więc trudno, żebym się nie zainteresowała, jednak ta giełda mnie rozczarowała. Mimo to - choć dziś to ostatnia okazja - polecam i to całkiem bezinteresownie. Jest na co popatrzeć, można kupić coś gotowego także albo pófabrykaty do własnoręcznego wyrobu czegoś ładnego.
Jestem rozczarowana, bo oferta wcale nie jest taka olbrzymia, wielu minerałów brak, wybór niestety nie satysfakcjonuje.
Wepchnęłam swoje zakupy do kieszeni i pobiegłam między rachityczne drzewka. Wróciłam pełna nowych pomysłów!
Wchodzę w skład rządu
To było spontaniczne spotkanie, zwołane przez Witka.
- Wyjeżdżam - usłyszałam w słuchawce - pożegnam się krótko.
Kiedy wpadłam na umówione miejsce, wszyscy już byli. Siedzieli jacyś poważni, przy kawie tylko.
- Co się dzieje?
- Ty też wyjedziesz? - z jakąś goryczą zapytała Nina.
- Hmmm…. - mruknęłam, bo moim marzeniem są raczej podróże, niż zarzucanie kotwic na dłużej.
- Wiecie co, skoro wszyscy i tak prędzej, czy później znikną stąd, to utworzymy własny rząd na emigracji? - rzucił Piotr.
Gapiliśmy się niego oczekując jakiegoś dalszego ciągu, ale on był poważny jak rzadko.
- No ty się nadajesz na premiera - odezwałam się w ciszy jaka zrobiła się w tym lokalu - nawet wyglądasz, że tylko mogą ci pozazdrościć.
Nina już wyciągała notes.
- Chyba wymyślimy lepsze ministerstwa niż ci nasi… - nie dokończyła.
- Ministerstwo Skarbu i Finansów - powiedziałam - i Gospodarki, w sensie każdej, też tej na roli i morzu!
- I Ministerstwo Zasobów Naturalnych - to obejmie masę propblemów - odezwał się wreszcie Jacek - mogę się tym zająć - oznajmił dobrodusznie.
- Edukacji Narodowej, to moze być.
- Kultury też może być - oznajmiłam - tu może się zmieścić nawet sport masowy, komercyjny się obejdzie bez.
- Ministerstwo Spraw Społecznych i Wewnętrznych, to się trzyma kupy - Janusz, podejmujesz się? - Nina konsekwentnie zapisywała.
- Nina, bierz Zagranicznych, nadajesz się! - zawołałam z entuzjazmem.
- Kultury to ty - Witek wycelował we mnie palec - już widzę, już widzę twój pazur!
- Oni mają Budownictwa, przypomniał Piotr.
- I po kiego? To nie jest gospodarka?
- Widać budują na Księżycu i dlatego u nas słabo widać.
Dyskusja rozwijała się w miejscu publicznym, sporo ludzi nam się przysłuchiwało, parę osób przesiadło się bliżej.
Na koniec zaczęli nam bić brawo.
Dopiero w domu ochłonęłam i zaczęłam myśleć, że coś w tym jest…
PS. Na ministra Edukacji mamy kandydata z zewnąrz powiedzmy, Prof.A.N. - nie widzimy innego!
PS. II Na ministra Wojny (po co się oszukiwać? obrona to też wojna) szukamy jakiegoś boksera, szablisty? No silny ma być!
Ku pamięci
Szalona noc w towarzystwie Niemena i Grechuty. Szalone śpiewy i wino, dużo wina. Zadymiona piwnica, stare „gemby” przyjaciół. Znowu razem choć na tę chwilę.
- A pamiętasz, jak strzeliłaś mnie w ryja?
- A Kasia się w tobie kochała idioto!
- To ta kurwa go usidliła?! Niemożliwe!
- Pamiętam, jak wyliście pod jego balkonem, a jego tam wcale nie było.
- Kto ma fajki jeszcze? Tu już pusto? Kto wychlał moje???
Niemena poznałam osobiście kiedyś, Grechuty nigdy nie lubiłam. Nie lubiłam tego smęcącego chłopaczka, tej pucołowatej amorkowatości, ale to już nie jego wina.
Śpiewaliśmy, co piosenka to wspomienia, u każdego inne.
Powrót jak dawniej, środkiem jezdni.
Padał śnieg. Stary kumpel miażdżył mi dłoń w swojej.
- Co ja z życiem zrobiłem, co ja zrobilem - jęczał i szlochał.
Nagle podbiegł do niego nasz przyjaciel i zaczął go namiętnie okładać pocałunkami. Stałam jak słup. Śnieg wirował ze mną.
- My wszyscy, my wszyscy - wrzeszczał ten od pocałunków - kurwa, co my wszyscy zrobiliśmy?!
Śnieg palił mnie lodem na ustach gorących.
No właśnie, co my zrobiliśmy z życiem…?
Nawet nie pisnę
Pracuję i to ciężko, ale do efektów finansowych, powiedzmy zadawalających daleko jak stąd do Kamczatki. Nie, wcale nie mam na myśli niczego super, ale nadal jest ciężko i dwoję się troję. Jasne, że ciągle szukam jakiegoś zajęcia dodatkowego i właśnie zapikalo jakąś nadzieją…
Talentów biznesowych to ja nie mam, choć reguły rozumiem doskonale. Zrobić coś dobrze, zrobić idealnie, to tak. Sprzedać? Uuu… to już o wiele gorzej. Ciężko stawiam każdy krok, ale obawa przed jutrem ostro mnie pogania. Mam zlecenia, zamówienia, czasem więcej niż mogę zrobić, ale zarobki niskie. Za mało się cenię? Może faktycznie jestem za ostrożna, a obawa przed ucieczką klientów mnie dławi. Co to kryć, wolałabym pracować sobie, sprawy sprzedaży oddając w zdolniejsze ręce, ale skad je brać?!
Więc już nie pisnę ani słowka, wracam do roboty śpiewając sobie - nie sąsiadce! Ten epizod ma ciąg dalszy, dziś zepchnęła mnie ze schodów, leciałam ułamek sekund twarzą w dół. Następnym razem co będzie…?
Wysoki ton i awantura
Będzie koncert poświęcony Niemenowi i Grechucie - dwum Nieobecnym. Przed koncertem muszę trochę poćwiczyć, to normalne. Gram więc i śpiewam, jak to bloku unikam forte, ale nie mogę śpiewać szeptem!
Godzina 12:30 - nie, nie po północy. Dzwonek do drzwi. Zanim sie uniosłam by otworzyć, następny i następny.
Za drzwiami wściekła - przepraszam za wyrażenie, ale dokładnie oddaje stan realy - morda sąsiadki, wykrzywiona nie do poznania.
- Wydzierasz się od rana! - wrzeszczy aż mi świdruje w uszach.
- Dzień dobry - mówię do niej grzecznie - nie rozumiem?
- To nie ty? - ryczy dalej.
- Nie, nie ja, ja z panią nie jestem na ty - odpowiadam nadal grzecznie.
- Nie mądrzyj się, zamknij się, bo zawołam policję! - wywrzaskuje swoje.
- Dziękuję, sama to zrobię, proszę się odsunąć - mówię, odpycham ją lekko i zamykam drzwi.
Dzwonić przestała po pięciu minutach…
Dlaczego jest w niej tyle agresji? Tyle chęci dołożenia komuś, w tym wypadku mnie? Nie hałasuję na co dzień, nie grałam od wielu miesięcy, owszem lubię śpiewać przy pracy, ale do licha! w dzień, nie w nocy i nie bez przerwy! Głos mam szkolony, nikt nigdy nie uciekał na jego dźwięk, więc?
Taki dysonans, bywa nawet w najlepszej orkiestrze, ale przypadkiem. Ludzie, po co tyle agresji???
Dobry humor
Dobry humor to deficytowy towar. Zauważyłam, że ludzie prześcigają się w narzekaniach i rozmowy stają się coraz częściej ciężkie od różnych nieszczęść. Ejże, aby to naprawdę nieszczęścia? Chyba moi rozmówcy starzeją się i nie potrafią dostrzec jasnej strony księżyca, który świeci dobrymi obietnicami.
Nie jestem hura-optymistką, ale nie znoszę krakania i przewidywania tylko złych rozwiązań. Od czego nasza wrodzona radość życia?! Bo każdy ją dostał! Nie będę sobie zatruwała dni ponurymi gdybaniami. Robię swoje i oczekuję sukcesów. Umiem celebrować nawet te malutkie! To nic, że coś się nie udało, przecież nie koniec świata! Żyje się dalej!
Więc piję zieloną herbatę za nowy dzień! Nawet jeśli pada, to co? Będę skakać przez kałuże!
Polska kawaleria
Niespodzianie odbyłam pospieszną podróż przez kawał Polski za wschodnią granicę z powodów dość smutnych, rodzinnych. W dodatku jechałam samochodem, pożyczonym.
Wniosek, który rąbał po głowie na każdym kilometrze: chamstwo!!! Niesłychane, ordynarne, rozpasane chamstwo na drogach, brak mózgu objawiający manewry wprost niewiarygodne. Dziw, że jest tak mało wypadków! Cuda się dzieją naprawdę!
Są jednak i wyjątki, są ludzie kulturalni i dzięki nim, drobnym uprzejmym gestom jedzie się.
Są i polskie drogi z prawdziwego zdarzenia: znakomitej jakości, wprost piękne! Na przekład obwodnica Garwolina. Zmienia się ten krajobraz i to cieszy. Jako kierowca jeżdżę rzadko, ale coraz więcej pozytywnych zaskoczeń. Tylko ludzie… jakby wywalali swoje ciemne kompleksy na jezdnię i to w sytuacji, kiedy są podpisani na tablicach, nie są anonimowi!
To takie trudne puścić kogoś, kto leci szybciej, dać mu drogę? Dziękuję, podnoszę rękę w tym geście.
A, co?! Jesień nasza!
Dokładnie to moja. Własna. I co dziwi mnie znienacka, to bardzo osobna. Nie mogę spotkać przyjaciół, nie mogę do kina… Nie rozumiem dlaczego tak wielu ludzi po lecie, tak soczystym i w końcu jednak słonecznym nieco, choruje, kicha, prycha, pada na dziesiątki infekcji. Za mało odporności? Złe odżywianie? Za mało ruchu? Za mało snu? To wszystko razem musi grać na naszą korzyść, ale ja widzę, jak ludzie wkopują z upodobaniem gole do bramki przeciwnika.
Cywilizacja wymaga od nas wiedzy - na temat nas samych. Nie wystarczy już oddychać i kupować pizzę, żeby żyć… Nie ma czasu, nie ma kiedy, nie chce się… A lawina sobie wisi i czeka… złowieszczo czeka. Straszę choć to nie Halloween jeszcze, ale niedługo już…
Tymczasem słońce, babie lato, żółknące liście pod stopami. Kto pamięta, kiedy ostatni raz spacerował, tylko spacerował, tak bez celu, gapiąc się drzewa, schylając po brązowe kasztany? Strata czasu?! Nie, z każdego spaceru wraca się bogatszym! Mnie niesie!
Toczy się!
Życie, soczyste, pełne zmian w każdej chwili, każdy dzień jest inny!
Znowu była chemioterapia, wydarta jak kartka z gęsto zapisanego notesu - pracy mam masę. I radość mnie rozpiera! Bo mogę, bo dam radę. Mam skrzydła, krórych nie pozwolę sobię połamać. I niosą mnie! Sama nie wiem skąd ta energia, ale nauczyłam się już dawno chwytać każdy promień słońca, każdy podmuch wiatru. Nie mogę pojąć, dlaczego tak wielu ludzi nie chce? nie umie? nie może?! dostrzegać tego, co dobre, co pozytywne - a jest przecież tak wiele dobra wokół!
Toczy się życie, podskakuje na wybojach, bo nikt nie obiecywał nam, że będzie tylko łatwo i przyjemnie. O przyjemnie możemy zadbać sami: to nie musi być nic nadzwyczajnego, ot miła rozmowa przy dobrej herbacie z konfiturami własnej produkcji.

