Pieszczota
Dzień z premedytowaną dobrocią dla samej siebie. Tyle różnych miłych spraw musiało poczekać, więc dziś w domu, drzwi zamknięte i masa smakowitych lektur, po których będzie fura notatek i może moja praca się posunie do przodu? Piszę ją powoli, nie muszę się spieszyć.
Na deser, bardzo specialna pizza, którą uwielbiam sama zrobić, a wszystkie gotowe omijam z daleka: to NIE są prawdziwe pizze!
To jest to. Od czasu do czasu spokój, leniwe wczytywanie w zawiłości, czas na zamknięcie oczu i przemyślenia.
Zegar toczy wskazówki jakże wolno, kiedy my nie pędzimy, tylko pozwalamy mu iść swobodnie. Takich, brutalnie egoistycznych dni mi potrzeba!
Innym ludziom drzwi otworzę jutro, chyba jutro.
Wrzesień, banał aż dławi
Dzis rano, kiedy wychodziłam do sklepu po pieczywo spadły bomby, słychać bylo wybuchy, krzyki… Przerażeni ludzie bezładnie przemieszczający po ulicach…
Tak to musiało wyglądać 68 lat. Trudno sobie wyobrazić. Znam te chwile z opowiadań starszych pokoleń. Bomba wybuchła na ryneczku małego miasteczka, kilkoro zabitych, setki rannych odłamkami. Nikt z nich nie przeżył, ładunek był skażony. Pośpieszne pogrzeby, znowu ostrzał, pożary, ucieczki wzdłuż dróg nad którymi zabawiali sie snajperzy polując na wybranych… Ile przekreślonych losów, ile straconych szans.
Wojna, to straszliwy los dla wszystkich. Dziś pochylam głowę nad tymi, którzy zginęli bez broni w ręku.

