Z daleka od jazgotu
Z ambitnym zamiarem zbierania grzybów udałam się dziś rano, na rowerze do lasu. I zastopowało mnie. Co tam grzyby! Siedziałam na zaczarowanej polance, tak daleko od rzeczywistego świata, że niech się wirtual wstydzi! Dookoła jak w akwarium mieszały się aromaty, przepływały owady i ptaki wymieszane ze słonecznym blaskiem. Motyle, motyle i ważki tak ogromniejące pośród źdźbeł zieloności, której odcieni nazwać nie można.
I ten soczysty, tętniący samym Życiem teren zatrzymał mnie na długo. Wróciłam silna i odnowiona jak Achilles, z pękiem wrzosów.


on wrzesień 22nd, 2007 at 17:43
Na lwy! Jak robić, to COŚ potężnego! Na małe szkoda czasu!