Z tarczą!
Przeżyłam kilka fantastycznych dni tak pełnych wrażeń, że tchu brak ciągle jeszcze. Rodzinne strony… Wydają się jeszcze bardziej biedne, skarlałe, choć i tu cywilizacja dociera płachtami reklam. Miło było słyszeć język znowu wszędzie dookoła. Znajomi witali początkowo nieśmiało, a potem sie dziwili, że ja taka sama, jak byłam. Niby jaka mam być?! Nie porwali mnie na odmieńca!
Zawody, to było szaleństwo!!! Nic mi się nie stało, chyba na zasadzie, że nad wariatami czuwają siły wyższe. Cieszę się, bo moje oceny kondyji sprawdziły się. Trasa niesamowita, ryzykowna i niebezpieczna: dwa otwarte złamania… Nie było zmiłuj! Kto stanął na starcie musiał runąć w dół! Downhill to masa adrenaliny. Pogoda podarowała fantastyczny prezent, lato to było!!! I zapachy prawdziwego lasu i od pól, i orły nad głowami.
Bo jeśli BYĆ to tylko orłem!


on wrzesień 19th, 2007 at 08:20
Dziękuję! Tak, taki krótki wylot zamiast wakacji, których chyba jeszcze długo nie będzie…
A rodzinne strony, to miejsca już utracone, dlatego tak bliskie.