Wstydliwy porzeb
Jeden żałobnik nerwowo rozglądący się na boki, bez słów poganiający grabarzy by szybciej, szybciej zasypywali płytki dół. Na koniec już bez skrępowania zsuwający ziemię butami by szybciej, szybciej skończył się ten pochówek.
Takich pogrzebów w Polsce jest teraz dużo. Masowe, choć mogiły nie są zbiorowe - pogrzeby HONORU. Tak wielu zmienia partie, tak wielu! Nie robią tego młodzieniaszkowie - ci mają prawo do zmian, do dojrzewania! To robią od dawien dawna dorośli panowie, których nazywamy politykami. Musimy nazywać czyny po imieniu: hańba KORUPCJI. Niektórzy tym haniebnym czynem przekreślają całą swoją, często chwalebną przeszłość.
Hańba!
PS. Owszem poniosło mnie! To nawet mało powiedziane, bo dla mnie jest to najdziwniejszy sposób walki z korupcją: kiedy ją się uprawia własnoręcznie, dając się przekupić…
Będę posłem!
Ostatnio trzyma się mnie dobra passa i być może lekkomyślnie, popadłam w nastrój frywolny. Złapałam za telefon.
- Hej, wiesz mam wiadomośc dla ciebie. Wiesz, będę posłem - zaszczebiotałam do znajomej.
- ………………. poważnie?! - wrzasnęła po długiej ciszy. - Jesteś pewna??? Masz mój głos! - zawołała na końcu z mocą.
- Z jakiej partii? - rzeczowo, z punktu zapytał przyjaciel. - RWD? Nie znam, ale zagłosuję - zakończył.
- Jezus, Mario! Co ty dziecko ??? Pchasz się między to chamstwo??? - zagrzmiała starszawa znajoma. - Ale jak ty, to może ja wreszcie pójdę głosować - zastanawiała się.
- No czaje, ale dasz mi namiary gdzie i kiedy, bo ja mam zawody - bez namysłu zdecydował kolega z toru.
- Hmmm… ja chciałbym, żebyś była i żeby oni nadepnęli ci na nogę - natychmiast powiedział osobisty przyjaciel.
I tak dalej, bez większych urozmaiceń, poza czkawką mojej przyjaciółki.
Chyba coś w tym jest… Ale NIE!!!!!!!!!!!!! Ja nie oszalałam! Jeszcze nie…
PS. Partia RWD (ratuj własną d**ę w trakcie rejestracji)
PS. II Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji przypadkowe.
Codziennie jeden sukces!
Mam ten plan minimum - najważniejsze to chcieć czegoś od siebie samego! I każdy dzień to udawadnia! Mam rację!
Mam ją dla siebie, zaznaczam, od siebie wymagam i sprawy nabierają speedu, aż furczy! Grunt to nie popaść w lament i nie nabyć wizerunku bidnej, zasmarkanej łajzy.
Oj, wiem, takie dziarskie poganianie siebie nie działa na wszystkich, no i dobrze. Jesteśmy różni i całe szczęście. Aż mnie rzuca, kiedy słucham takich teorii, że wszyscy jesteśmy jednakowi i „równe żoładki” mamy - pomijając fakt, że nijak równego żoładka wyobrazić sobie nigdy w życiu nie zdołam! Uczyłam się anatomii niestety.
Powracając do tematu, to wszystko może być sukcesem, jeśli tylko umie się dostrzec. Suma małych daje coś…
Z daleka od jazgotu
Z ambitnym zamiarem zbierania grzybów udałam się dziś rano, na rowerze do lasu. I zastopowało mnie. Co tam grzyby! Siedziałam na zaczarowanej polance, tak daleko od rzeczywistego świata, że niech się wirtual wstydzi! Dookoła jak w akwarium mieszały się aromaty, przepływały owady i ptaki wymieszane ze słonecznym blaskiem. Motyle, motyle i ważki tak ogromniejące pośród źdźbeł zieloności, której odcieni nazwać nie można.
I ten soczysty, tętniący samym Życiem teren zatrzymał mnie na długo. Wróciłam silna i odnowiona jak Achilles, z pękiem wrzosów.
Wyborcze Króliki
Już wyskakują z przytulnych kapeluszy, już machają do nas uszami przymilnie każąc się wabić: „to ja twój poseł!”
Śmieszne?! Wcale nie! Bo ci ludzie robią to śmiertelnie poważnie! Oni na nas polują i to brutalnie, z nagonką. Na przykład nagle odkrywając istnienie nowościowego bloga, spadają desantem i próbują różnych stylów głaskania nas. Tylko, że ja, na przykład nie dam się dotknąć - tak jak nie dam się nabrać na żaden z retotycznych stylów! Ani ściemnianie, ani generalizowanie do mnie nie trafi. Takoż styl rubasznego wytrząsania się na rzeczywistością ani ani zakamieniała powaga kolejnego kandydata na „ojca” czy „matkę” Narodu…
Te nagłe wybuchy troski budzą we mnie obrzydzenie i potężną niechęć. Ci, którzy nagle otrzepują teraz swoje futerka z kurzu niebytu, gdzie byli do tej pory?! Ano w SWOIM kapeluszu… Może niech tam pozostaną?
I tak prawdziwie posłani tej ziemi jesteśmy my wszyscy, którzy tworzymy swój dzień powszedni, a suma tych dni, to rzeczywistość i wartość tego kraju. Patetyczne? A dlaczego nie?
PS. Buntowniczo narasta we mnie plan: zrobię tak wielki moherowy beret, jak tylko zdołam, założę swoje glany i pójdę pod lokal wyborczy - czy mogę liczyć na fotoreporterów?
Z tarczą!
Przeżyłam kilka fantastycznych dni tak pełnych wrażeń, że tchu brak ciągle jeszcze. Rodzinne strony… Wydają się jeszcze bardziej biedne, skarlałe, choć i tu cywilizacja dociera płachtami reklam. Miło było słyszeć język znowu wszędzie dookoła. Znajomi witali początkowo nieśmiało, a potem sie dziwili, że ja taka sama, jak byłam. Niby jaka mam być?! Nie porwali mnie na odmieńca!
Zawody, to było szaleństwo!!! Nic mi się nie stało, chyba na zasadzie, że nad wariatami czuwają siły wyższe. Cieszę się, bo moje oceny kondyji sprawdziły się. Trasa niesamowita, ryzykowna i niebezpieczna: dwa otwarte złamania… Nie było zmiłuj! Kto stanął na starcie musiał runąć w dół! Downhill to masa adrenaliny. Pogoda podarowała fantastyczny prezent, lato to było!!! I zapachy prawdziwego lasu i od pól, i orły nad głowami.
Bo jeśli BYĆ to tylko orłem!
Polityka? Nie otwieram!
Spędziłam dziś pracowity dzień. Przy kawie otwieram net… i mówiąc tym specjalnym slangiem, pogięło mnie! Mówię więc, co mnie to obchodzi i chce mieć resztę dnia miłą. Nie, to nie tak że się wypinam, to polityka wypina się na mnie i jeszcze ma za złe, że przytrzaskuję jej palce!
Niedługo nie będę chciała wiedzieć jak nazywa się prezydent i cała reszta! Tamta planeta odjechała za daleko, straciła siłę grawitacji… Ktoś kto powiedział, że komuna da o sobie znać jeszcze długie lata w tym kraju, miał rację, ludzie nie pozbywają się tak szybko wyuczonego i jedynego sposobu myślenia, bo na własny ich nie stać - za drogo… Za drogo oderwać się od TV i włączyć własne szare komóreczki, nie mylić z GSM…
Kondycja konstans
Dzień za dniem pełen pracy, zdążyć skoczyć na rower staje się sztuką nie lada! Kilka sprawdzianów z kumplami pokazało, że na kondycję narzekać nie mogę, forma się utrzymuje, mimo braku regularnych treningów. Już od dawna mam swoją teorię na ten temat. Bardzo ważny jest pewien stan gotowości psychicznej, że wsiądę i pojadę, ważniejszy niż katowanie się z zegarkiem w ręku.
Zaczynam wreszcie wychodzić na prostą, kosztuje to masę pracy, uporu i walki, ale warto! Warto walczyć o swoje nawet wtedy, kiedy wydaje się, że nic nie wychodzi! Mój rękopis zebrał dobre recenzje, oby tylko mi nie zapeszyli!
Jutro ważne spotkanie, takie wręcz sentymentalne, pakowanie i w drogę
Będę tubylcem!
Nieoczekiwanie spadło na mnie szczęście: w moich rodzinnych stronach odbędzą się ważne zawody downhillowe!!!! I dostałam zaproszenie od organizatorów!
Jupi!!! Tylko teraz rower rozebrać, wyczyścić i w drogę! W podróży tak daleko zawsze są problemy, a na granicy często zabierają mojego downhilla do przeglądu, chyba to przez ramę, która jest taka gruba?
Nikt sobie nie wyobraża jak można tęsknić do rodzinnych stron, do znajomych ścieżek i widoków. Przede wszystkim do ludzi! Nikt, kto nie wyjeżdżał „na zawsze”.
Jeszcze tylko pokazać się doktorowi i ruszam!
Czułość
Staram się myśleć, że jednak mam wpływ na swoje życie, że o czymś decyduję, jednak los często robi po uważaniu i dziś się stało. Rano smutny telefon od obecnego właściciela konia. Zwierzę marnieje, nie chcce jeść nie chce biegać. Nie mogłam po sprzedaży tam jeździć, nie mogłam jemu spojrzeć w oczy!!! Dziś musiałam, a to co zobaczyłam powinni zobaczyć ci, którzy twierdzą, że zwierzęta nie mają uczuć. Koń płakał najprawdziwszymi łzami, dotykając mojej też zapłakanej twarzy delikatnie. Biedny koński szkielet, nie je mając wszystkiego w bród i świetną opiekę fachowców. Muszę go odwiedzać, nie mam innego wyjścia, gdybym mogła go odkupić!!!
Może trzeba będzie znów skrzyknąc chłopaków zagrać parę koncertów? Po dłuższej przerwie, kiedy w szale zmęczenia rzuciłam wszystko, nagle śni mi się mój instrument znowu, śpiewam w snach, więc?

