Strona główna Expressu Bydgoskiego
Strona główna Nowości

Cudzoziemka


Bazar na rynku

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 6th, 2007

Nia mam nic przeciwko zarabianiu na turystach, wręcz przeciwnie! Tylko wygląda to niezbyt dobrze… Miasto, miejskie władze nie miały wyobraźni, a przecież oni za to biorą pensje?

I w Toruniu na zabytkowym placu rynkowym stoją stragany. W zamierzeniu miały być jednakowe, estetyczne zatwierdzone i legalne do bólu. Czy aby jednak są estetyczne…? Skutecznie przesłaniają miłe widoki, a to czym handlują dalekie jest od estetyki nawet w bardzo liberalnym pojęciu. Miły kiczyk, za to tani i dostępny dla szkolnych, kolonijnych kieszeni - głównych klientów.  Nie o to jednak mi chodzi. O formę a nie o treść. Bo towar taki jest, jacy klienci.

Miasto miało wielką szanse stworzenia w Toruniu wielkiej atrakcji turystycznej: czegoś w rodzaju praskiej Złotej Uliczki z mnóstwem sklepików, kramików, warsztacików poutykanych w zabytkowych kamienicach, których istnienie nabrałoby sensu. A mieszkańcy mieliby miejsca pracy i to nie byle jakie! Może uratowałby się nie jeden rzemieślnik? Jaki by nie był, to zawód ginący. A może możnaby było kupić gorące, pachnące korzeniami pierniczki od nadobnej Kasi z dodowym biustem odkrytym śmiało przez historyczną suknię z epoki?

Naprawdę mi żal straconej szansy… Ta wizja mnie męczy kiedy idę ze znajomymi po uliczkach starego miasta.

A rozsiany bazar spod Ratusza można przenieść na Różaną? Na stałe? Te kiermaszowe kramiki tam się nawet jakoś komponują… 

No tak, ale ONI nie czytają blogów…. to może inaczej, ale jak do NICH dotrzeć….

Artyści ze spalonego teatru…

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 4th, 2007

Tytułowe określenie funcjonuje w mojej rodzinie i oznacza pożal się Boże „artystów” wszelkich branż. Po lekturze dzisiejszych Nowości, to zdanie nasunęło mi się nieodparcie. Jakieś są spory w teatrze, jakieś pracowników pretensje. Nie znam rzekomo krzywdzonych aktorów, wszystko co piszę jest subiektywne do granic, bo opiera się na moich obserwacjach i doświadczeniach.

Byłam toruńskim teatrze raz. O raz za dużo. Był to spektakl żałosny i żenujący. Interesujące jest jak taka placówka może się utrzymać, jakie gusta kształtować??? Jedynie budynek zasługuje na miano teatru, ludzka część instytucji raczej jest daleka od tego miana. Ciekawe ile to kosztuje podatników: utrzymanie miernot, które pretendują do bycia artystami..

To samo dotyczy opery bydgoskiej, która w dodatku sprezentowała sobie największy gmach w Europie. Czy dla panów i drżącym głosie w niebotycznym wysiłku wyśpiewujących: „pytaszku mój”….

Może i zadam sobie trud odwiedzenia obu placówek i porównania swoich wrażeń z opiniami krytyków teatralnych i muzycznych… bo mam silne podejrzenia, że rzeczeni krytycy …. ale najpierw „śledztwo” ! Potem „wyrok”.

:)

« Poprzednia strona