Poszukiwacz(ka) skarbów
To będzie takie osobiste, ale poszukiwaczka jakoś mi nie pasuje, brzmi jak kaczka, zanadto jak kaczka… Nie, nie! Proszę bez kojarzeń, nigdy nie wyśmiewałam się z nazwisk!
Dziś byłam w pracy faktycznie dłużej, wróciłam ciągnąc nosem po ziemi, ciężkie skrzynie mi dołożyły zdrowo, a raczej nie zdrowo. Klęłam sobie dośc łagodnie w duchu i pytałam samą siebie, czy do tego potrzeba mi było tylu lat nauki?! Mimo przekonania o marności naukowych wysiłków pognałam, choć dość niemrawo do biblioteki, bo od jutra wakacyjnie zawiera wierzeje i cicho-sza do września, a mi było coś pilnie potrzeba. Wyszłam, usiadłam sobie na częściowo odremontowanych stopniach i dostałam ataku śmiechu! Po co?! No zwariowałam zupełnie!!! Zamiast szukać pracy, która mnie nie zabije w ciągu dwóch-trzech miesięcy, ja szukam jakiegoś socjologicznego zagadnienia po książkach! Nagle zrobiło mi się wcale nie śmiesznie, pracę muszę znaleźć i to szybko. Ta fizyczna mi szkodzi, i to bardzo szkodzi, ja to wiem i czuje a wyniki badań są jak barometr.
Marzy mi się telepraca, praca sekretarki naukowca też - gdybyż taki skarb znaleźć?! Trzeba szukać, ze świecą jak inaczej nie można. Znowu internet, znowu spisywanie adresów i rozsyłanie maili. Zaczynam skąpić na znaczki pocztowe, zaczynam się bać, że mi zabraknie na wszystko… No, nie tylko NIE to!!! Nie strach! Nie ma strachu, nie ma!!!
Ech, nudziara jestem

