Po pracy, po deszczu
Dziś znów uprawiałam katorżnicze wysiłki u mojego nielegalnego chlebodawcy, przerwane przez rzęsity deszcz i grad. Wracałam biegnąc przez kałuże, by szybko dopaść autobusu a potem gorącego prysznica, niestety ja byłam szybka, ale autobus wypadł z kursu i zdążyło mnie nieźle przewiać. Dla osób z białaczką najgorsza wizja to zapalenie płuc. Mam nadzieję, że nie nastąpi to najgorsze…
W skrzynce czekało znów kilka szablonowych, bez żadnego wyrazu, odmownych odpowiedzi: nie ma pracy. Tak się zastanawiam, czy za dużo jest wykształconych osób, które w dodatku same z siebie podnoszą ciągle poziom, zdobywają nowe kwalifikacje i uczą się i będą się uczyć przez całe życie? A może to prawda, że praca jest, ale tylko dla krewnych i znajomych królika a kto nie należy do tego łańcucha to przepadło?! Jakoś dziwnie mało mam znajomych na stołkach, a Toruniu nikogo, nawet tych VIPów nie znam i jakoś wątpię, czy chcę znać.
Zbieram siły, jutro muszę odrobić ten deszcz, znaczy się krótszy roboczy dzień. Zmęczenie fizyczne daje się we znaki, ale nie poddam się!!! Będą pisać kolejny rozdział powiedzmy, że powieści prawie-auto-bio-graficznej, czyli prawie zgodnie z wykształceniem, prawie

