Szary cień
Pracuję, z pewnym rozgoryczeniem, bo robię nie to, co powinnam, co umiem najlepiej. Pracuję ciężko fizycznie, ale nie o to chodzi. Szanuję każdą pracę. Tylko, że ta praca zaczyna mi szkodzić - wysiłek jest jednak za duży, nie tylko dla osoby chorej, ale nawet za duży dla każdej kobiety. Nie, narzekam, zarabiam i to jest ważne dziś. Co jutro - przestało mnie jakoś obchodzić. Bardziej nie zgadzam się na uczucie rozgoryczenia!
W dodatku pracuję na czarno, na szaro jak mówię. Oficjalnie pracy nie ma, nieoficjalnie jest pełno, więc jak długo można się upierać?! Wysłałam ponad 100 CVów, przyszło kilka szablonowych odpowiedzi… tylko kilka.
Nie mam zamiaru popadać w żadne smutki ani depresje, ale po 10 godzinach pracy mam „trochę” dosyć. Czatuję z dziewczynami z Francji, pracują po 6 godzin dziennie, mają masę czasu i żadnych znartwień typu, czy starczy im na życie, aż miło i lekko się robi! Jest taki świat też, warto życ!

