Strona główna Expressu Bydgoskiego
Strona główna Nowości

Cudzoziemka


Poszukiwacz(ka) skarbów

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 31st, 2007

To będzie takie osobiste, ale poszukiwaczka jakoś mi nie pasuje, brzmi jak kaczka, zanadto jak kaczka… Nie, nie! Proszę bez kojarzeń, nigdy nie wyśmiewałam się z nazwisk!

Dziś byłam w pracy faktycznie dłużej, wróciłam ciągnąc nosem po ziemi, ciężkie skrzynie mi dołożyły zdrowo, a raczej nie zdrowo. Klęłam sobie dośc łagodnie w duchu i pytałam samą siebie, czy do tego potrzeba mi było tylu lat nauki?! Mimo przekonania o marności  naukowych wysiłków pognałam, choć dość niemrawo do biblioteki, bo od jutra wakacyjnie zawiera wierzeje i cicho-sza do września, a mi było coś pilnie potrzeba. Wyszłam, usiadłam sobie na częściowo odremontowanych stopniach i dostałam ataku śmiechu! Po co?! No zwariowałam zupełnie!!! Zamiast szukać pracy, która mnie nie zabije w ciągu dwóch-trzech miesięcy, ja szukam jakiegoś socjologicznego zagadnienia po książkach! Nagle zrobiło mi się wcale nie śmiesznie, pracę muszę znaleźć i to szybko. Ta fizyczna mi szkodzi, i to bardzo szkodzi, ja to wiem i czuje a wyniki badań są jak barometr.

Marzy mi się telepraca, praca sekretarki naukowca też - gdybyż taki skarb znaleźć?! Trzeba szukać, ze świecą jak inaczej nie można. Znowu internet, znowu spisywanie adresów i rozsyłanie maili. Zaczynam skąpić na znaczki pocztowe, zaczynam się bać, że mi zabraknie na wszystko… No, nie tylko NIE to!!! Nie strach! Nie ma strachu, nie ma!!!

Ech, nudziara jestem :(

Po pracy, po deszczu

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 30th, 2007

Dziś znów uprawiałam katorżnicze wysiłki u mojego nielegalnego chlebodawcy, przerwane przez rzęsity deszcz i grad. Wracałam biegnąc przez kałuże, by szybko dopaść autobusu a potem gorącego prysznica, niestety ja byłam szybka, ale autobus wypadł z kursu i zdążyło mnie nieźle przewiać. Dla osób z białaczką najgorsza wizja to zapalenie płuc. Mam nadzieję, że nie nastąpi to najgorsze…

W skrzynce czekało znów kilka szablonowych, bez żadnego wyrazu, odmownych odpowiedzi: nie ma pracy. Tak się zastanawiam, czy za dużo jest wykształconych osób, które w dodatku same z siebie podnoszą ciągle poziom, zdobywają nowe kwalifikacje i uczą się i będą się uczyć przez całe życie? A może to prawda, że praca jest, ale tylko dla krewnych i znajomych królika a kto nie należy do tego łańcucha to przepadło?! Jakoś dziwnie mało mam znajomych na stołkach, a Toruniu nikogo, nawet tych VIPów nie znam i jakoś wątpię, czy chcę znać.

Zbieram siły, jutro muszę odrobić ten deszcz, znaczy się krótszy roboczy dzień. Zmęczenie fizyczne daje się we znaki, ale nie poddam się!!! Będą pisać kolejny rozdział powiedzmy, że powieści prawie-auto-bio-graficznej, czyli prawie zgodnie z wykształceniem, prawie :)

Dobra wiadomość

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 29th, 2007

Jeśli mam czas, dzień zaczynam o rzutu okiem na portale informacyjne. Co tu kryć, staram się NIE zapamiętywać niczego związanego z polityką. Szukam, desperacko i z maniakalnym uporem dobrych wiadomości! Jakże bezskutecznie! Wszyscy z jakim sadystycznym upodobaniem wywlekają na czołówki same katastrofy, klęski, a nawet ich proroctwa. Ciekawe, czy na zlecenie koncernów famaceutycznych, które już za rogiem czekają z cudowną pigułą na depresje?!

Wreszcie dziś jest!!! Coś pozytywnego, wręcz pogodnego: Miś Uszatek będzie miał pomnik!!! Nie miałam okazji beneficjenta poznać osobiście, rosłam sobie bez telewizji, ale już nadrobiłam; dzieki internetowi mogłam poznać go z twarzy. Zaznaczam: piszę te słowa bez odrobiny sarkazmu z autentycznym entuzjazmem!

Kolejny pozytyw: w Tatrach wzrasta ilość kozic! Ciekawe na ile się nauczyły liczyć z ludźmi i o ile wzrosła ich odporność psychiczna.

Dlaczego wszystkie media uparły się przy złych wieściach… Nowości nie są tu wyjątkiem. Niestety.

Za…bazgrane miasto Toruń

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 27th, 2007

Nerwowo mi, czekać nie umiem wcale. Zaczyna mi być szkoda kasy na wysyłanie kolejnych aplikacji zwyklą pocztą, furia rośnie… Toteż ochoczo przyjęłam zamówienie na toruńskie foty. Miało być klimatycznie i uroczo. Z góry zaplanowałam trasę spaceru, może trochę nietypową i wprost nie mogłam uwierzyć, co widać w wizjerze aparatu…

Graffiti, chamskie, ordynarne i niszczycielskie, dosłownie wszędzie.  Niech mi nikt nie wmawia, że wandali nie można złapać!!!  Przy takiej ilości bazgrołów?!

Czym prędzej opuściłam urokliwe zakątki i pognałam na główne szlaki: to samo! Skoro nawet na Szerokiej, na banku pekao jest mazaj…  Ogólnie, ponizżj tak mniej więcej 4 metrów ponad poziomem chodników jest koszmar: szyldy, reklamy. Liternictwo okropne, fasony szyldów i kolorystyka urągają wszelkim kanonom estetycznym nie mówiąc o szacownym, starym towarzystwie budynków. Na moje szczęście nie znam nazwiska miejskiego konserwatora, bo użyłabym tu bez chwili wahania. Czy ta osoba bywa w Toruniu?!

Zdjęcia zrobiłam, a jakże - celując w niebo. I wtedy otwiera się piękno i klimat staroci, który tak niektórzy lubią.

Niestety nawet na pięknie odnowionych kamienicach zdarza się widzieć plastykowe płachty, coś tam obwieszczające. Zupełnie jakby gospodarzy w tym mieście nie było!

Próżnia

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 26th, 2007

Zostałam wessana w próżnię. Cóż to za miejsce, zapytacie? Otóż mój nielegalny chlebodawca zawiesił moje przybywanie do pracy, obawiając się nalotu kontrolnego.

Nagle znów jest masa czasu, znów za mało. Uczę się, czytam, nadrabiam zaległości, piszę, piszę do rana. Kiedy jeździłam do pracy byłam tak umęczona, że czułam się zwolniona z całej reszty posiadanego czasu. Z dużym szacunkim do pracy fizycznej, muszę jednak powiedzieć, że ona niszczy moce umysłowe, a właściwie je rozleniwia. Fizyczne zmęczenie jest cudownym usprawiedliwieniem, przynajmniej dla moich szarych komórek.

Czekam na wezwanie z powrotem z pikającym gdzieś w środku niepokojem: a co, jak pracodawca w ten niewyrafinowany sposób się mnie pozbył? Rozglądam się ciągle, czepiam każdej obietnicy. Praca stała się moją obsesją. Czasem zastygam nad książką i pytam siebie, po co się uczę?! No właśnie… po to, by na przykład obierać cebulę?! Praca w tym rodzaju jest… Wątpie czy wymaga ona umiejętności czytania w jakimkolwiek języku.

Wiem, praca sama się nie znajdzie, szukam, szukam…  pracy nieco mniej fiycznej - wyniki mi się pogorszyły, może to za duży wysiłek…  Tylko kto chce pracownika, który musi się co jakiś czas zwalniać, bo chemia…???

Żałoba i niestosowność

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 23rd, 2007

Tragedia pielgrzymów wstrząsnęła krajem, a dokładnie każdym z nas. Nie mam telewizora, korzystam jednak z internetu i tu widzę ciągle zdjęcia, zdjęcia… Niektóre wprost zawstydzają mnie, oglądacza: tyle bólu ludzkiego… Czy te zdjęcia, w takich ilościach, tak bezlitosne, tak intymne, są potrzebne?!

Cierpią ludzie, to jest cierpienie nie na pokaz, ale oni są zmuszeni do demonstrowania swoich łez w obliczu bezlitosnych obiektywów i kamer, które mogą zajrzeć wszędzie.

Z drugiej strony, ci ludzie… oglądam, czy chcę, czy nie chcę, grupę krewnych przybyłych do Francji: kilka pań z głębokimi (choć to już nie ten wiek) dekoldami, krzykliwą biżuterią… Nie, ja nie patrzę na zewnętrzne objawy żałoby, współczuwania, ale są jakieś granice stosowności? Coś co nazywa się kulturą, niechby tylko osobistą kulturą.

Narodu tego nie uczono od lat…

Pochylając się w smutku na tragedią nie można świecić gołym, nieświeżym a nawet świeżym biustem.

Tak rano, że aż wschód!

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 21st, 2007

Jadę do pracy rano, bardzo rano. Nie przywykłam do oglądania poranków od tej strony. Życia nabieram zawsze późnym popołudniem, więc w autobusie odnaduję siebie znienacka, z wielkim zaskoczeniem.  Spotykam zawsze tych samych ludzi, już ich poznaję.

Szara Pani, jest najdokładniej szara, szare wyraziste oczy za szkłami szarych okularów. Z szarej torby wyciąga książkę i czyta. Uśmiecha się wtedy. Chyba to Harlekiny, choć trudno podejrzeć; okładki obłożone szarym papierem..

Pan z Obiadem, tak go nazywam. Z nieodłączną obiadową kanką, w spodniach starannie odprasowanych, wyczyszczonych do połysku butach. Stoi i patrzy na ulicę, nigdy nie usiadł.

Sekretarka. Śliczna, skromnie, z gustem ubrana w ciuchy świetnych marek z teczką prawie męską, pachnie Opium, oryginalmymi z pewnością.

Baba z Torbą. Wielką w kratkę, ona też wielka. Z podejrzanej nieumyślnie zawartości torby, wiem że akwizytorka firmy kosmetycznej pielgrzymująca po zakładach pracy zapewne, sądząc po miejscach gdzie wysiada. Dziwne, że tak rano…

Zakonnica wysiada w miejscu, gdzie pozornie jest pustkowie i szybko znika na ścieżce do… nikąd?

Szary cień

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 20th, 2007

Pracuję, z pewnym rozgoryczeniem, bo robię nie to, co powinnam, co umiem najlepiej. Pracuję ciężko fizycznie, ale nie o to chodzi. Szanuję każdą pracę. Tylko, że ta praca zaczyna mi szkodzić - wysiłek jest jednak za duży, nie tylko dla osoby chorej, ale nawet za duży dla każdej kobiety. Nie, narzekam, zarabiam i to jest ważne dziś. Co jutro - przestało mnie jakoś obchodzić. Bardziej nie zgadzam się na uczucie rozgoryczenia!  

W dodatku pracuję na czarno, na szaro jak mówię. Oficjalnie pracy nie ma, nieoficjalnie jest pełno, więc jak długo można się upierać?! Wysłałam ponad 100 CVów, przyszło kilka szablonowych odpowiedzi… tylko kilka.

Nie mam zamiaru popadać w żadne smutki ani depresje, ale po 10 godzinach pracy mam „trochę” dosyć. Czatuję z dziewczynami z Francji, pracują po 6 godzin dziennie, mają masę czasu i żadnych znartwień typu, czy starczy im na życie, aż miło i lekko się robi! Jest taki świat też, warto życ!

Forma, rzecz NIE o kondycji

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 13th, 2007

A więc (choć od „a więc” zdania się nie zaczyna) szukam pracy, pracodawcy. Szukam intesywnie i energicznie, przemierzając miasto wzdłuż i wszerz, tudzież internet. Miasto pieszo głównie. Glany dużo zniosą…

Piszę piękne aplikacje za każdym razem inne, żadne tam ksero… Umiem zachować się jak trzeba, no tak mnie wychowano, ubrana jestem stosownie do sytuacji.

Tymczasem prawie na każdym kroku spotykam się z chamstwem w rozmiarze raczej M do XL, tego S już nawet staram się nie zauważać.

Dziś jednak przelała się wanna goryczy, kiedy w pewnej Ważnej Instytucji, pewien VIP (tak wysoko dotarłam), po przeczytaniu moich referencji zapytał:

- A jaki ch** to ci napisał?

Nie było nawet w  tym pytaniu żadnej złej intencji, tylko brzmialo zwykłą ciekawością, ot tak…

Nie strzymałam,  z chłodną rezerwą wymieniłam stanowisko osoby, która pisała mi opinię i stwierdziłam, że „ch**” to chyba z francuskiego a ja tego języka nie znam. I VIP dostał szału, dosłownie. Usłyszałam jeszcze parę słów powszechnie uważanych za obelżywe.

Skłoniłam się grzecznie, podziękowałam za lekcję i wyszłam.

To skrajny przypadek, ale pochodzący z instytucji, która samą nazwą sugeruje kulturę….

Mniej skrajnych sytuacji mam już dosyć, ale pracę, choć jej kawałek znaleźć muszę. Jak nauczyć się pokory? Czy w ogóle warto?!

Z G N I E W 

Dodane do parafelieton przez Cudzoziemka lipiec 10th, 2007

Nie, to nie błąd ani nie literówka. To zgniew, bo sam gniew to jakoś za mało.  Taki potężniejący, pęczniejący wszędzie. Zgniew szarego, małego człowieka, walczącego gdzieś na samym spodzie o rzeczy przyziemne i te większe także. Jakie są przyziemne, wiadomo. Większe, te duchowe też są ważne, bez tego nie można żyć!!! Nie można bez skrzydeł, ciągle być na dnie, uskakiwać, by inni nie zadeptali, nie zmiażdżyli. Nie żeby specjalnie, ale przez nieuwagę, niedbalstwo, lekceważenie.

Toteż walczę, prezentując jakże zakłamaną pokorę - bo tego mi natura w oryginale nie dała - przemierzam uparcie miasto w poszukiwaniu pracy.  A pracy nie ma. Bo… tu długa lista, dłuuuga…  Mój problem - nie umiem się sprzedać?! Ale okazuje się nie tylko mój: spotykam wielu, zbyt wielu ludzi, którzy podobnie jak ja przemierzają i proszą o pracę. Są cisi, pokorni, niektórzy  chyba ją znajdują, bo już ich widywać przestaję. Podobnie jak mnie przestają widywać niektórzy znajomi… i łysa, i bez pracy, i chora… nigdy nie wiadomo, to może lepiej boczkiem się wymknąć, żeby zapomniała, nie chciała niczego, bo taka choroba to wiadomo…?  W dodatku jakoś nie pasuje mieć biednych znajomych, już wcześniej słyszałam kąsliwe, cienkie słówka o tych, którym się nie przędzie. Teraz zrozumiałam ich sens.

Nie o to jednak chodzi. Nie dlatego bulgoczą we mnie ciężkie niecodzienne słowa. Nie tylko ja walczę o byt, proste sprawy!!! A ONI co tam na górze?! To jest rząd… to jest kraj… czyja Ojczyzna?! Czy hieny i szkale będą tak szarpać bez końca?! Jak długo cień czerwonej plagi nad nami?!

Następna strona »