Dżungla słów
Ostatnio znów z konieczności musiałam odbyć pielgrzymkę po różnych urzędach. Jedyne określenie to droga przez mękę i to nie moją, tylko nieszczęsnych urzędników, jak zauważyłam. Jednocześnie to był, przynajmniej dla mnie dowód ich niekompetencji, braku profesjonalizmu. Równie dobrze, za wieloma biurkami, tudzież barierkami, można posadzić krowy - nawet pożytku więcej, wszak od krów można coś wydoić, w wielu urzędach można zyskać … dezinformację!
Od razu wytłumaczę. Do rzecznych urzędów udałam się przygotowana, oczytana w najnowszych ustawach, rozporządzeniach i takich tam. O nie, nie dałam po sobie poznać, że coś wiem! To najgorsza metoda, zupełnie jakby baba poszła do lekarza z gotową diagnozą! Co to, to nie. Grzecznie objawiałam przed urzędnikami swój problem i dostawałam tak różne, tak sprzeczne często informacje, że doprawdy nie sposób uwierzyć, że nie to świat Kafki…
W dodatku ten osobliwy metajęzyk, żargon nakazujący mi udać się „na pokój” 414… Natychmiast mi przychodziła na myśl drabina i stanowczo odmawiam! Na nic nie będę się wspinać!
Czy jest jakieś miejsce, gdzie osoba niezamożna może otrzymać pomoc prawnika??? Usługi radców prawnych są owiane legendą, czy też prawdą, kosztowności, że boję się pytać…

