Pani Ludmiła
Prosto ze słonecznej, rozpalonej ulicy w półmrok klatki schodowej. Stopnie pną
się niemal pionowo. Wysokie piętra. Patrzę na numery na drzwiach. Jeszcze wyżej
i jeszcze. To tu. Dziwię się, jak Ona pokonuje to schody.
Dzwonka nie słyszę. Pukam. Po długiej chwili otwiera. W ciemności korytarza
prawie Jej nie widzę. Sprawdza dokument. Wreszcie odsuwa się i wpuszcza mnie.
Ludmiła L., lat 89, była nauczcielka, ze Lwowa.
Idzie przede mną, niziutka, niepewnym kroczkiem. Tak. Czuję tremę.
Otwiera wielkie, wysokie drzwi, to tu będziemy rozmawiać. Zaproszona siadam. W
tym pokoju zastygła odległa epoka. Lata 20-te ubiegłego wieku. Aż mnie korci
sprawdzić sygnaturę wspaniałego biurka panoszącego się pod oknem.
Gospodyni wraca niosąc ostrożnie herbatę.
cdn


on maj 1st, 2007 at 10:35
Czekam i czekam i cdn.jak nie ma tak niema .Zdawkowe wrażenia bez pogłebienia tematu .
Starsi ludzie są prawdziwą realną skarbnicą wiedzy życia ,histori małych i duzych .Mało kto się wsłuchuje w ich słowa ,wspomnienia i proste mądrości.Ci ludzie mają ten ostateczny dystans do bierzących spraw ,są ponad to ,ponadt tą codzienną gonitwę.
on maj 3rd, 2007 at 20:32
Przepraszam, że tak wyszło.
Wychowałam się wśród samych starszych ludzi, lubię ich, szanuję, rozumiem mam nadzieję.
on październik 16th, 2007 at 12:22
Bardzo zaciekawil mnie Wasz blog.