Pani Ludmiła
Prosto ze słonecznej, rozpalonej ulicy w półmrok klatki schodowej. Stopnie pną
się niemal pionowo. Wysokie piętra. Patrzę na numery na drzwiach. Jeszcze wyżej
i jeszcze. To tu. Dziwię się, jak Ona pokonuje to schody.
Dzwonka nie słyszę. Pukam. Po długiej chwili otwiera. W ciemności korytarza
prawie Jej nie widzę. Sprawdza dokument. Wreszcie odsuwa się i wpuszcza mnie.
Ludmiła L., lat 89, była nauczcielka, ze Lwowa.
Idzie przede mną, niziutka, niepewnym kroczkiem. Tak. Czuję tremę.
Otwiera wielkie, wysokie drzwi, to tu będziemy rozmawiać. Zaproszona siadam. W
tym pokoju zastygła odległa epoka. Lata 20-te ubiegłego wieku. Aż mnie korci
sprawdzić sygnaturę wspaniałego biurka panoszącego się pod oknem.
Gospodyni wraca niosąc ostrożnie herbatę.
cdn
NOWOŚCI ON-LINE
Już od dawna nie kupuję gazet papierowych. Czytam jednak często i dużo z obowiązku po pierwsze, a po drugie dlatego, że chcę.
Mam porównanie. Nie biorę pod uwagę dzienników i czasopism zagranicznych, ale krajowe. Z krajowych nie biorę tych ogólnopolskich. „Nowości” papierowe podobno są w Polsce jednym z lepszych lokalnych dzienników. Dlaczego więc w wersji on-line są takie złe?
Już nie mówię, że stonka otwiera się wieki, że dziwnie skacze, bo może to wina mojego kompa. Są nudne, nieciekawe, mało przejrzyste. Brak informacji o imprezach. Jasne, chcesz wiedzieć, kup gazetę… Jednak to zniechęca, mnie przynajmniej.
Brak naprawdę ciekawych reportaży, a jak już są to wieści z marginesu życia społecznego. Tymczasem w tym mieście żyją szalenie ciekawi ludzie!!! Ich życie może wypełnić niejedną zatykającą dech powieść, a wiele. Tymczasem do ich drzwi nie zapuka reporter, bo oni są starzy, czyli nieatrakcyjni dziś całkiem. Nie mają altetycznych sylwetek, nie mają silikonowych piersi i skandalizującego trybu życia.
W tym mieście, które odkrywam mieszkają bohaterowie, jeszcze mieszkają… ale nikt się nie spieszy ich poznawać.
Nauka
Jeśli w taką pogodę siedzi się przy kompie, to oznacza to tylko jedno: uczę się! Nie ma nic za darmo! I jest tyle jeszcze do zdobycia. Właściwie to mam nadzieję, że będę się uczyć całe życie. Nie wszytko jednocześnie, coś trzeba zostawić na potem.
Nastrój mam bojowy i cel jasno postawiony: angielski musi być na poziomie, nie będę się kompromitować bylejakością. Całe szczęście, że ludzie z sieci mi pomagają. Znajomość języków, to taka banalna prawda, pomaga w zawieraniu znajomości na całym świecie. A ile się można dowiedzieć! Toteż uczę się dla siebie, angielski szlifuję, inne języki są na różnych etapach zaawansowania.
Przecież czekają podróże i to też jest doping!
Znajduję wiele radości w nauce, każda pokonana trudność to wygrana! Pod warunkiem, że nie muszę! Każdy przymus kończy się buntem! Lubię się uczyć, byle tego czego chcę i jak chcę. Wniosek: nie pałam żadnym pozytywnym uczuciem do szkółek i nauczycieli.
Depresja jest trendy
Kogokolwiek nie spotkać w realu, czy to wirtualnie, słyszymy, widzimy, że ma depresję. Depresja to choroba. Podobno poważna. No cóż, z mojego nienaukowego punktu widzenia to ściema na maksa! Ludzie mają prawo do smutku, mają powody, nawet niektórzy mają takie smętne charaktery wrodzone.
Nie wierzę w depresję i już. Znam takie osoby, które się leczą, wydają na trucizny mase kasy i nic im lepiej nie jest. Potrafią godzinami gadać o swoich stanach psychicznych i najwyraźniej im lepiej, kiedy interlokutor popada w smutek.
Unikam takich osób z całej siły. Ci, których znam zwyczajnie się nudzą i z nudów wymyślili sobie ten smutek, tli się na jego dnie bardzo często zwykła zawiść, że inni mają, że inni są, że inni mają odwagę….
Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się dotknięci. Może jednak zamiast zasklepiać się we własnym wnętrzu wyjrzeć na świat i podjąć wyzwanie pod tytułem ŻYCIE?
Wspólnota stołu
Miejsce: okolice Torunia
Czas: świąteczny
Wreszcie się udało! Nawet upiekłam chleb. Znajomi znajomych oddali mi we władanie swoją chałupę. Letnią tylko z nazwy, bo w praktyce całoroczną. Zaprosiłam starych znajomych i nowych ledwo poznanych też.
Dobre jedzenie, trochę , naprawdę tylko trochę, czerwonego francuskiego wina. Miała być muzyka, ale towarzystwo świetnie się bawiło jedząc i rozmawiając. Tak mało i tak wiele. Czas upłynął z prędkością nieznaną do tej pory. Okazało się jak wiele mamy sobie do powiedzenia i jak ciekawie.
Główny temat to plany na przyszłość. Obiecaliśmy się spotkać za rok i pochwalić się rezultatami. Każdy z nas ma plany, że ho! ho! Ja także. Bo jeśli być, to być Kimś!
Patrzeć i widzieć
To garść refleksji, które nasunęły mi się po tym komentarzu, pozwolę sobie zacytować.
No to jesteśmy w zgodzie…uf
Skrótowce i gotowce to plaga …od przedszkola do….? ,ma także zalety ,w odbiorze zmusza do myślenia …w stylu ..”co autor miał na mysli.”.no i dobrze Dobre powiedzenie mówi ..dwóch widzi to samo a inaczej patrzy.
W B.jest dzielnica tzw.Londynek ,strasznie zapyziała ,mieszkają tam ludzie z tzw.lupprolietariatu , tam i trotyl nie pomoże ,ani piękny dom ,to zapóznienia cywilizacyjne i mentalne .Wogóle najgorzej idzie ,właśnie tą równiłowkę mentalności zmieniać .
Z chwilą przelania tu swych myśli jesteśmy nadzy ,różne szaty nie pomogą
Wisła potrafi być niebieska jak na pocztówce wierz,zamknij oczy a zobaczysz wszystkie kolory.Na bulwarze cytaty z Rejsu umilą spacer ,wiatr przypomni namiastkę żywiołu natury morza.
A gdy zaciszu gwaru trzeba -pod więżę ratusza iść potrzeba -tam mroczna izba świecami w butelkach rozjaśniana ,Bachusem goście raczeni Kopernika prawo udowadniają po kuli -tuli Ziemi się staczają….
Cudza nie cudza własna także…?
Jesteśmy podatni na schematy - ale czy naprawdę? Zacznę od tego, że istnieją osoby inne. Nie, nie! Proszę nie myśleć w kategoriach lepsze-gorsze. Tylko dosłownie inne. Oczywiście można to sobie interpretować inaczej.
Na przykład ja. Nie chodziłam do przedszkola. Dopiero niedawno dowiedziałam się co to Rejs, nie znam tego. W szkole odmawiałam zastanawiania się nad tym, co autor miał na myśli, uzsadniając tym, że nie jestem jasnowidzem, co oczywiście źle się kończyło. Nie oglądam TV wcale, to znaczy czasem widzę takie pudło włączone u znajomych, przyjaciół, ale nie mam własnego i nie chcę, nigdy nie chciałam. Życie jako takie jest ciekawsze, po co namiastka?
Nie o tym jednak chcę napisać. Oczywiście, każdy kto decyduje się pisać publicznie robi to by się „pokazać”, dać poznać - czy tego chce czy nie. Kto myśli odpowie sobie na pytanie: dlaczego piszę? Dlaczego chcę, żeby inni mnie czytali. Ja mam odpowiedź gotową niemal od urodzenia
zawsze chciałam pisać, pisać i być czytana. Takich ludzi są miliony. 99,9% to grafomani, być może doznaję zaszczytu należenia do tego grona. To nieważne, ponieważ ciągle się uczę.
Czy pisanie obnaża? Tak, obnaża sprawność posługiwania się językiem. Cała reszta może być fikcją, oczywiście literacką.
Świat odbieram wzrokiem głównie, patrzę zachłannie. Widzę kształty, kolory. Nie tak dawno w swoich wędrówkach rowerowych natrafiłam na szałasowisko bezdomnych. Uderzająco malownicze! Było w tym coś niesamowicie, wręcz perwersyjnie pięknego: niezwykle plastyczna kpina z naszej cywilizacji. Wszystko, to my mający dach nad głową uznaliśmy za zbędne, bezużyteczne, znalazło zastosowanie, stało się niezbędne…
Patrzeć i widzieć… taaak każdy widzi co innego.
Urawniłowka, to jest coś czego szczególnie nie lubię.
Jestem cudzoziemką dosłownie, z obcej ziemi.
Pozdrawiam pięknie Autora komentarza. Chętnie zanurzę się w czeluściach podratuszowych
Uwielbiam biesiady.
PS. Czy Wam też dziwnie chodzi stronka Nowości? U mnie przewija się skokami, ładuje opornie.
Okno w niebie
Często słyszę, jak ludzie mówią, że nie lubią świąt. Dla mnie to dziwne szalenie! Ja lubię bardzo każdy świąteczny czas, lubię celebrować lenistwo! Może dlatego, że zawsze jestem bardzo aktywna, zawsze w biegu pod pachą z pospiechem?
Lubię święta do tego stopnia, że je sobie wymyślam. Każdy pretekst jest dobry, by mieć święto, by spotkać się z przyjaciółmi, wspólnie zjeść uroczysty posiłek i rozmawiać. Bardzo lubię wypady za miasto. Ciągnie do lasu, do lasuuuuuu
Święta wszelkie są po to, żebyśmy zatrzymali się w biegu, zauważyli, że niebo nad nami a na niebie przez okno wygląda słońce, patrzy na wszystkich
No to wesołych świąt!
Żarłoczność
Wryzam się w to miasto w olbrzymią gruchę. Tak, jest wielka. Ma na skórce i rumieniec i zieloność. Na plamy. Być może we wnętrzu kryje się robak? Do czorta! Niech się mnie boi!
Jeszcze nie wiem gdzie szukać pulsu tego miasta, nie wiem nic prawie. Wszystko to są wrażenia, ulotne impresje, za mało, by poznać smak, za mało by poczuć słodycz czy gorycz. Od starych kamienic śmierdzi moczem, stęchłym brudem. Wisła toczy mętną wodę. Nie ma tej widokówkowej niebieskości.
Zieleń kiełkuje zaledwie. Buchnęło trochę kwiatami. Ja dziecko, dalekiego obcego dla Was miasta, nie umiem nazwać tych roślin, tych szalejących kwitnieniem gałęzi.

