Wysypisko
Tęsnie wyglądamy wiosny, a kiedy nadchodzi obnaża wszystko. I zieloność kiełkującą obietnicami lata, i śmiecie. I dziś będzie o tym.
Naprawdę jest zgoda na to, by brodzić po śnietnisku, jakim się stają ulice? Każdy skrawek jest właściwie skalany brudem, śmieciem. To my śmiecimy. O, ta elegancja pani, wysiadająca z autobusu, wyrzuciła sobie pod nogi bilecik, nie ona jedna. A ile razy widzieliście lecące z samochodów puste butelki? Nie, widzieliście? To skąd są te tony butelek w rowach przydrożnych?! Tajemnicza siła z Wylatowa wypiła i wywaliła.
Toruń nie jest wyjątkiem, to wcale nie jest pocieszające, ale nigdzie nie widziałam tak mało koszy na śmiecie na ulicach. Czyżby troska, że w koszach będą bomby pokładane przez Alkaidę? Tymczasem mamy lepszą bombę, która zabija bez rozgłosu: posocznicę, która, proszę państwa bierze się z brudu! Śmiecimy? Dlaczego zgadzamy się żyć na wysypisku?
Jest coś jeszcze, co przeraża bardziej. To wysypisko ludzi. Ludzi bez domów, których całym dobytkiem jest jedna, czasem kilka reklamówek. Jest ich coraz więcej. Spotykam codziennie wiele takich osób. Czy miasto coś robi dla nich, czy jakieś służby społeczne do nich docierają? Owszem, są wśród nich alkoholicy, narkomani. Nie warto uratować choć niektórych?!
Nie słucham, ale czy Radio Maryja interesuje się tymi z ludzkiego wysypiska?

