Ktoś inny
Zostałam wtłoczona o poranku do autobusu numer 15. Jechałam od brzega do brzega prawie, począwszy od przystanku przy Rektoracie. Stłamszona i znudzona, bez żadnego wychowania zaczęłam się przyglądać pasażerom. Większość studenci.
Po jakiejś chwilce dotarło do mnie, że coś nie jest w porządku. Zidentyfikowałam. Facet. Właściwie chłopak. Wysoki, reszta nieszczególna, a jednak wybijał się z tłumu, był rażąco inny. Miał czyste niewymięte ubranie. Ładnie zestawione kolorystycznie. Po chwili ekwilibrystyki w tłoku, już wiedziałam, że ma wyczyszczone buty, dobrze utrzymane ręce.
Spojrzałam na najbliżej stojącą dziewczyne. Buty kowbojki, brudne i w strzępkach po hafcie, który pokrywał kiedyś całe cholewki. Spódnicza mini, biodrówka. Pasek nie włożony we wszystkie szlufki przkrzywiony. Ze spódnicy w sposób niekontrolowany wysunęła się bluzka nie pierwszej czystości. Kurteczka o za ciasnych rękawach. Do tego: śliczna buzia, świetna figura, brudne włosy, zdarty lakier na paznokciach. Ogólne wrażenie rozmemłania.
Jest wiosna, spojrzyjmy czasem w lustro. Nie trzeba biec do sklepów po nowe ubrania. Czasem wystarczy uprać.
Spacer
Jak mało ludzi spaceruje. Spacery stały wręcz dziwaczną ekstrawagancją, lub koniecznością. To ostatnie związane jest z posiadaniem dzieci, ponieważ jeszcze pokutuje przekonanie, że z dziećmi trzeba wyjść na dwór. Oczywiście tymi do lat trzech, tak na oko biorąc. Najwięcej dzieci widzi sie jednak w marketach, jak opalają się w świetle świetlówek. Nic dziwnego, że zaczynamy mieć powrót krzywicy i to w całej Europie.
Nie o tym jednak chcę. Dzieci mnie nie obchodzą specjalnie. Nie mój problem. Nawet lepiej, jak ich jest mniej, bo większość, wychowywana bezstresowo - czytaj hodowana bez żadnego wychowywania - napełnia świat wrzaskiem i ekscesami.
Nie spacerują dorośli. Nie widać zakochanych sympatycznych par. Naprawdę szkoda. Ludzie, nie siedźcie w domu! Słońce czeka na was!
Kolorowo
Coś się zmienia. Betonowe kloce malują orgią kolorów, usiłując zapacykować fakt, że to się niedługo rozsypie. Wielka płyta, słynny „sukces” komuny. Owszem, dano ludziom jakieś mieszkania. Mało kto zdaje sobie sprawę, że produkowane z odpadów z elektrowni betony, wydzielają promieniowanie zabójcze dla zdrowia. O tym wiebiciele niechlubnej epoki nie chcą nawet wiedzieć.
Miło jednak patrzeć, jak znika szarość, z niewiadomych powodów ukochany kolorek komuny we wszystkich skażonych tym nieszczęściem krajach. Dlaczego? To pozostaje dla mnie zagadką.
Mój osobisty postulat to więcej kolorów! Wiecej radości w tym mieście, więcej ciekawych imprez.
Wysypisko
Tęsnie wyglądamy wiosny, a kiedy nadchodzi obnaża wszystko. I zieloność kiełkującą obietnicami lata, i śmiecie. I dziś będzie o tym.
Naprawdę jest zgoda na to, by brodzić po śnietnisku, jakim się stają ulice? Każdy skrawek jest właściwie skalany brudem, śmieciem. To my śmiecimy. O, ta elegancja pani, wysiadająca z autobusu, wyrzuciła sobie pod nogi bilecik, nie ona jedna. A ile razy widzieliście lecące z samochodów puste butelki? Nie, widzieliście? To skąd są te tony butelek w rowach przydrożnych?! Tajemnicza siła z Wylatowa wypiła i wywaliła.
Toruń nie jest wyjątkiem, to wcale nie jest pocieszające, ale nigdzie nie widziałam tak mało koszy na śmiecie na ulicach. Czyżby troska, że w koszach będą bomby pokładane przez Alkaidę? Tymczasem mamy lepszą bombę, która zabija bez rozgłosu: posocznicę, która, proszę państwa bierze się z brudu! Śmiecimy? Dlaczego zgadzamy się żyć na wysypisku?
Jest coś jeszcze, co przeraża bardziej. To wysypisko ludzi. Ludzi bez domów, których całym dobytkiem jest jedna, czasem kilka reklamówek. Jest ich coraz więcej. Spotykam codziennie wiele takich osób. Czy miasto coś robi dla nich, czy jakieś służby społeczne do nich docierają? Owszem, są wśród nich alkoholicy, narkomani. Nie warto uratować choć niektórych?!
Nie słucham, ale czy Radio Maryja interesuje się tymi z ludzkiego wysypiska?
Po co zabytki?
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego podnosi sie krzyk, kiedy z jakiejś starej rudery sypią się cegły, a po pożarze coś sie wali??? No, dobrze, nie jestem do końca barbarzyńcą, ale dlaczego z takim uporem i nakładen środków ratuje się to, co i tak kiedyś zniknie, bo trwać wiecznie nie będzie?
Czy potrzebne są skanseny? I jak dużo? Dziś, kiedy są takie środki i możliwości zrobienia dokunentacji dla następnych pokoleń? Nie warto na miejsca po zrujnowanych, zagrzybionych kamienicach wstawić nasz architektoniczny znak - znak naszego czasu?
Poobserwujcie turystów, ich tak naprawde nie ochodzi, czy oglądają zabytki, czy nie, oni szukają knajpy, żeby jeść i pić, bawić się. Na jakim tle zrobia sobie pamiątkowe video, już mniejsza.
To powyższe napisała osoba karmiona przekonaniem, że Toruń zbudowali Krzyżacy, to tym bardziej nie ma czego żałować…
;)
Psia krew! Deszcz!
Czas i miejsce akcji: dzień deszczowy, nieważne który, ulica Mikołaja Reja.
Ilekroć muszę iść tą ulicą nabieram przekonania, że władze tego miasta nie mają nóg tylko łagodnie unoszą się nad powierzchnią, tudzież przemieszczają limuzynami.
A głupie społeczeństwo nie domaga się stosownego użytku z własnej krwawicy - podatków!
Naprawdę nikt tam się nie przewrócił? Nikt nie został oblany pomyjami spod kół samochodów?!
Ból koimy w domowym zaciszu, odzież wyrzucamy… I siedzimy cicho!!!
Taki błąd!
Nie lubię Torunia!
Przepraszam, że tak ostro, ale …. Dużo by gadać, bo tak wiele się na to składa. Czy dlatego, że mieszkam tu poniekąd z przymusu? Czy dlatego, że przemieszczam się po tym mieście pieszo i komunikacją miejską? Im nizej, tym lepiej widać, a widać najbardziej dolegliwości, przeszkody, zwyczajne głupoty.
Rzecz jasna będę narzekać, wytykac wszystkimi palcami. Co prawda nie jestem pesymistką, ale Toruń nastraja na ponuro.
Może to wina zabytków, które wiszą jak cięzkie chmury nad ulicami?

